Podróż po Europie Południowo-Wschodniej: Przystanek #1 – Budapeszt

Nocny widok z Wzgórza Zamkowego w Budapeszcie na Dunaj i oświetlony Budynek Parlamentu.

W 2014 roku dostaliśmy zaproszenie do Chorwacji. Nie było to jakieś tam „przyjedźcie, będzie fajnie”, tylko zaproszenie na ślub przyjaciół. Oczywistym było, że nie możemy przegapić momentu, kiedy tych dwoje będzie sobie składać przysięgę małżeńską. Spakowaliśmy więc wszystko, co było nam potrzebne i samochodem ruszyliśmy w rewelacyjną podróż po Europie Południowo-Wschodniej. Naszym pierwszym przystankiem był Budapeszt.

Budapeszt

Właśnie Budapeszt wybraliśmy na nasz pierwszy przystanek w podróży. Już od dawna interesowało nas to jedno z największych miast Europejskich, o bardzo długiej i ciekawej historii. Od czasów Imperium Rzymskiego, przez państwo Austro-Węgierskie, po komunizm – każdy z tych okresów zostawił ślady w obecnym wyglądzie miasta. Zwiedzanie powinno więc przebiegać spokojnie, według przygotowanego planu i być odpowiednio rozłożone w czasie. My mieliśmy spędzić w Budapeszcie tylko jeden wieczór, a do zwiedzania przygotowała nas dziewczyna z recepcji naszego hostelu, dając nam mapę miasta i zaznaczając na niej długopisem miejsca „koniecznie zobaczcie”.  Ale od początku…

Spacer po centrum

Ponieważ jechaliśmy samochodem, już przed podróżą Dawid dokładnie sprawdził gdzie możemy spotkać się z problemem pt. „brak możliwości parkowania za darmo”. Budapeszt jest właśnie jednym z takich miejsc, gdzie samochód lepiej zostawić na obrzeżach miasta i do centrum przyjechać komunikacją miejską. O darmowych parkingach publicznych w ścisłym centrum można w zasadzie zapomnieć (choć podobno jest jeden duży na Placu Bohaterów), a ceny parkingów poziomowych zdecydowanie nie zachęcają do zostawienia tam auta na kilkanaście godzin. Nauczeni doświadczeniem wcześniejszych wyjazdów, znaleźliśmy strzeżony parking Park&Ride. Tani i zlokalizowany przy stacji metra, którym dostaliśmy się do samego centrum.

Ludzie siedzący na postumencie jednego z wielu pomników w Budapeszcie.
Jeden z wielu pomników w Budapeszcie

Centrum przywitało nas pięknie odnowionymi kamienicami i muzyką. W wielu miejscach grali uliczni muzycy, a na jednym placu rozstawiona była mała scena, na której występowali lokalni artyści. Zaczęliśmy więc od spaceru uliczkami, przechodziliśmy między budynkami i placami. Przyglądaliśmy się świetnie wtopionym w charakter okolicy sklepom znanych marek, jak też oglądaliśmy drobiazgi na straganach z rękodziełem. Nieustannie kuszeni zapachami jedzenia, w końcu daliśmy się uwieść i wstąpiliśmy do jednej z knajp.

Tradycyjny węgierski obiad

Obydwoje uwielbiamy gulasz, ale do tej pory mieliśmy okazję jeść tylko polski, dlatego koniecznie musieliśmy porównać ten „tradycyjny” robiony w Polsce z węgierskim. I tu przyszło zaskoczenie. Gulasz nie był gęsty, jak zwykliśmy jeść w Polsce, a w dodatku w ogóle nie był pikantny, a wręcz był niedoprawiony. Co jest? Ano taki sprytny sposób, żeby każdy doprawił sobie do własnego smaku – kelner podał nam w osobnej miseczce diabelnie pikantną pastę paprykową. Po doprawieniu obydwoje stwierdziliśmy – niebo w gębie!

Kiedy dostaliśmy drugie danie już takiego zachwytu nie było. „Specjalność domu” okazała się być piersią kurczaka, faszerowaną serem i grzybami w naleśnikowej panierce, smażonej na bardzo głębokim tłuszczu. Danie tak tłuste, że Patrycja ledwo zdołała jeden z trzech kawałków zjeść. Co gorsze jednak, po tak ciężkim dla żołądka obiedzie całkowicie odechciało się nam strucli, na które tak czekaliśmy.

Budapeszt nocą

Widok na oświetlony Most Małgorzaty i płynący pod nim Dunaj.
Most Małgorzaty

Kiedy wyszliśmy z kolacji, było już zupełnie ciemno – czyli ulubiona przez nas pora do zwiedzania miast. Wsiedliśmy więc w tramwaj i pojechaliśmy na Most Małgorzaty. Najpierw poszliśmy przejść się po Wyspie Małgorzaty. To największa w granicach Budapesztu wyspa na Dunaju, o której można powiedzieć, że jest ulubionym miejscem wypoczynku mieszkańców miasta. Znajduje tu wiele obiektów sportowych (boiska, korty tenisowe, baseny), kluby, restauracje, liczne tereny zielone ze ścieżkami rowerowymi, joggingowymi i trawnikami idealnymi na piknik. Turyści mogą tutaj też znaleźć wiele hoteli oraz do zwiedzania – średniowieczne ruiny klasztorów i kościołów. Kiedy dotarliśmy do wyspy, było około godziny 22:00, więc prócz niezliczonej liczby biegaczy, rowerzystów i rolkarzy, największą atrakcją do zobaczenia o tej porze była kolorowa fontanna, wokół której gromadziło się dużo osób.

Z wyspy wróciliśmy na Most Małgorzaty i tam zatrzymaliśmy się na dłużej. Z tego właśnie miejsca rozciągał się nieprawdopodobny widok na podświetlone promenady wzdłuż Dunaju i charakterystyczne punkty Budapesztu: Budynek Parlamentu, Most Łańcuchowy, Zamek i całe Wzgórze Zamkowe.

Widok na podświetlone mury Baszty Rybackiej w Budapeszcie.
Baszta Rybacka

Dalej pojechaliśmy więc na Wzgórze Zamkowe. Specjalnie wysiedliśmy z autobusu dwa przystanki wcześniej, żeby pochodzić uśpionymi uliczkami. Od pomnika Jadwigi i Władysława Jagiełły dotarliśmy do Placu św. Trójcy. Tam zobaczyliśmy pomnik św. Stefana i kościół św. Macieja, w którym niegdyś odbywały się koronacje władców i śluby królewskie. Stąd już tylko kilka kroków dzieliło nas od Baszty Rybackiej.  Z tych siedmiu neoromańskich wież, wzniesionych na średniowiecznych ruinach, rozciąga się wspaniała panorama miasta.

Mimo że bardzo chcieliśmy zobaczyć więcej Budapesztu, to jednak następnego dnia czekała nas długa podróż i rozsądek wziął górę. Tutaj postanowiliśmy zakończyć naszą pieszą część wycieczki. Trasę powrotną do hostelu ułożyliśmy sobie jednak tak, żeby komunikacją miejską przejechać jeszcze koło Zamku, Parlamentu, Uniwersytetu i wielu innych pomników i budynków, oznaczonych na mapie jako atrakcje turystyczne. Nie sposób jednak było wszystko spamiętać. W końcu dotarliśmy do hostelu – zmęczeni, ale bardzo zadowoleni.

 

Przydatne informacje:

  • Dla podróżujących samochodem – najtańszym miejscem na zostawienie samochodu (jeśli nie ma się zaufanego miejsca parkingowego przy hotelu, albo po prostu darmowego parkingu gdziekolwiek) są parkingi P+R, czyli Park & Ride. Najczęściej usytuowane na obrzeżach miasta, ale przy dobrym punkcie komunikacyjnym z centrum (stacja metra, pętla tramwajowa, itp.). P+R można znaleźć w wielu dużych miastach europejskich. Ceny nie są mocno wygórowane: w Budapeszcie za dobę zapłaciliśmy 1500 HUF (czyli około 20 zł), a w Wiedniu 3 € (czyli około 13 zł). Aktualnych cen dla wybranego miasta najlepiej szukać w internecie.
  • Komunikacja miejska w Budapeszcie nie jest droga. Przykładowo bilet jednorazowy kupiony w kasie kosztuje 320  HUF (4,5 zł) i uprawnia do korzystania z komunikacji przez 60 minut, niezależnie od ilości i rodzaju środka transportu miejskiego. Bilety można kupić w kasach biletowych przy wejściach do metra, w wyznaczonych punktach sprzedaży czy w biletomatach, ale też w samych pojazdach.
  • Dla turystów dużo jeżdżących po mieście, najkorzystniejszą opcją będzie jednak Budapest Card. Karta uprawnia do nieograniczonego korzystania komunikacji miejskiej i dodatkowo z tramwaju wodnego pływającego po Dunaju. Oprócz tego dzięki wielu zniżkom Karta obniża koszty zwiedzania miasta. Koszt takiej Karty to 3705 HUF (50 zł – ważna 24 godziny), 7505 HUF (100 zł – 48 godzin) lub 9405 HUF (125 zł – 72 godziny).  Wśród ciekawszych zniżek można wymienić: bezpłatne zwiedzania miasta (na pieszo) z przewodnikiem w jęz. angielskim, bezpłatny wstęp do ZOO, nawet do 50% zniżki w restauracjach, kawiarniach, muzeach i wybranych sklepach. Wszystkie możliwości wykorzystania Karty opisane są przewodniku dodanym za darmo przy jej zakupie.
  • Ciekawą opcją jest połączenie zwiedzania Budapesztu i Bratysławy. Obydwa miasta robią niesamowite wrażenie, a odległość między nimi to około 2 godzin 45 minut jazdy pociągiem pośpiesznym. Koszt takiego pociągu zaczynają się od 18 €. Osobiście zwiedzanie Bratysławy serdecznie polecamy 😉 Więcej na temat Bratysławy znajdziecie w naszym wpisie: Podróż po Europie Południowo-Wschodniej: Przystanek #7 – Bratysława

Wideo

Galeria

Menu