Bergen – skąpane w słońcu „miasto deszczu”

Widok na panoramę Bergen ze wzgórza Fløyen

Chyba każdy, kto lubi podróżować, raz na jakiś czas przegląda strony z ofertami promocyjnymi. Lot do Brazylii w dwie strony za 1450 zł, czy tydzień z hotelem na Teneryfie za 970 zł – każdy znajdzie coś dla siebie. Na początku lata 2013 my też szukaliśmy czegoś na wakacje. Kiedy znaleźliśmy loty Poznań-Bergen-Gdańsk dla dwóch osób za 205 zł, decyzja o kupnie biletów była niemal natychmiastowa. Norwegia od dawna była na naszej liście miejsc do odwiedzenia, więc w końcu był pretekst, żeby tam polecieć i zwiedzić pierwsze w Europie miasto, w którym ustawiono automaty z parasolami.

Bilety mamy, czas na resztę

Jeszcze tego samego dnia przekonaliśmy się, że podróż do Norwegii jednak nie będzie taka tania, jak tanie były bilety. Zaczęliśmy się rozglądać za noclegami w Bergen. Najtańsza opcja: cztery noce w pokojach wieloosobowych, żeńskim i męskim osobno, kosztowałaby nas blisko 1400 zł. Prawdziwy „Poznaniak” się w nas od razu obudził i powiedział „to zdecydowanie za dużo, przecież można zobaczyć Norwegię dużo taniej”. Szukając rozwiązań przyszły nam do głowy dwa pomysły – couchsurfing albo namiot. Po kilku próbach kontaktu na couchsurfingu nadal nie mieliśmy pozytywnej odpowiedzi, a nieubłaganie zbliżał się termin wylotu. Odpuściliśmy więc i pojechaliśmy kupić namiot i śpiwory. To okazało się tak samo dobrą decyzją, jak kupno biletów lotniczych.

Namiot rozbity przy brzegu zatoki z widokiem na fiord
Allemannsretten, czyli namiot rozbity nad wodą w zatoce

W Norwegii obowiązuje niepisane prawo, Allemannsretten lub freedom to roam, które mówi, że każdy człowiek ma prawo do kontaktu z naturą, gdyż jest integralną częścią przyrody. Zgodnie z tym założeniem, każdy może korzystać z lasów, jezior i rzek, chodzić po górach, tak samo jak może rozbić namiot i przenocować niemal w każdym miejscu. Warunkiem jest jednak, aby nie naruszać prywatności innych osób, jak również niszczyć i zaśmiecać przyrody. Pomysł na rozbicie namiotu gdzieś pośród drzew o ile interesujący, o tyle dość ciężki do zrealizowania w mieście, które ma blisko 280 tys. mieszkańców. Ostatecznie więc zdecydowaliśmy się na pole namiotowe, które choć darmowe nie było, to jednak znacznie zmniejszyło początkowe koszty noclegu w Norwegii.

Bergen

Lot minął nam dość szybko. Podobno najbardziej deszczowe miasto Europy przywitało nas pięknym sierpniowym słońcem i temperaturą wyższą, niż mieliśmy w Polsce przed wylotem. Taka właśnie pogoda towarzyszyła nam przez cały pobyt w Norwegii. Właściciel campingu, na którym nocowaliśmy żartował później, że powinniśmy uiścić dodatkową opłatę za brak deszczu 😉

Dojazd z lotniska do centrum trwa około 45 minut. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, zwiedzanie postanowiliśmy zacząć od informacji turystycznej. Po pierwsze chcieliśmy kupić Bergen Card (kartę turystyczną, dzięki której można poruszać się komunikacją miejską za darmo i korzystać ze zniżek na bilety przy zwiedzaniu płatnych atrakcji), a po drugie chcieliśmy się dowiedzieć, gdzie znajduje się najbliższe pole namiotowe, bo nocleg w ramach Allemannsretten na wzgórzu Fløyen jest zabroniony. Kiedy już wszystkiego się dowiedzieliśmy, zostawiliśmy plecaki w szafkach na dworcu kolejowym i w końcu ruszyliśmy na zwiedzanie.

Trawnik w Bergen, na którym odpoczywają mieszkańcy miasta
Relaks na trawie

Mimo że zwiedzanie Bergen podzieliliśmy sobie na trzy dni, to już od pierwszych chwil miasto nas zauroczyło. Skąpane w słońcu kolorowe domy, rześki zapach morza unoszący się w powietrzu, co kawałek większe lub mniejsze fontanny i kaskady wodne ustawione w parkach i na skwerkach. Do tego niemal na każdym trawniku mnóstwo ludzi rozłożonych na kocach, odpoczywających, pracujących czy po prostu rozmawiających z przyjaciółmi.

Centrum miasta to bardzo ciekawa mieszanka nowoczesnych budynków i odrestaurowanych kamienic. Część z nich zagospodarowana jest na sklepy lub całe domy handlowe, inne na biurowce albo na budynki mieszkalne. W wielu miejscach donice z kwiatami, zielone trawniki i klomby dodają świeżego powiewu natury. Wszystkie subtelnie połączone wieloma brukowanymi lub kamiennymi drogami i chodnikami. I tylko kościoły, które od czasu do czasu można dostrzec, jakby nie pasowały do tego miasta. W jednym z takich kościołów (jedynym otwartym) trafiliśmy na próbę zespołu jazzowego, który szykował się do nagrywania płyty.

Serce Bergen

Przez stulecia port w Bergen był największym ośrodkiem handlowym w Norwegii i do tej pory jest jest największym portem rybackim. Nic więc dziwnego, że znajduje się tu duży targ rybny, Torget. Można tu kupić różnego rodzaju świeże owoce morza i ryby, jak również zjeść przygotowane na miejscu smakowite przekąski, jak np. grillowane krewetki, pieczone małże czy kanapki z mięsem rekina lub renifera. W dużych akwariach znaleźć można najróżniejsze rodzaje stworzeń morskich, a przy odrobinie szczęścia zobaczy się też, jak z kutra przynoszone są na targ świeże ryby.

Małże św. Jakuba w akwarium na targu rybnym w Bergen
Małże św. Jakuba na targu rybnym w Bergen

Wzdłuż zatoki portowej stoją pierwsze budynki postawione w Bergen. Wybudowane w stylu hanzeatyckim domy kupieckie dzielnicy Bryggen, bo o nich właśnie mowa, wpisane zostały na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jedne z najbardziej znanych osad średniowiecznych Norwegii, zawierają pozostałości starej zabudowy portowej i zdecydowanie są jedną z wizytówek miasta. Charakterystyczną cechą tych budynków jest ich drewniana konstrukcja, bardzo zwarta zabudowa i skierowanie frontu budynku w stronę zatoki. Dziś w dawnych domach kupieckich i magazynach wzdłuż zatoki mieszczą się sklepy z pamiątkami, galerie sztuki, restauracje i bary.

Widok na wąską uliczkę pomiędzy drewnianymi domami w Bergen
Drewniane domy w Bergen

Nie są to jednak jedyne pozostałości starej zabudowy w Bergen. W całym mieście w bardzo wielu miejscach można znaleźć mnóstwo niewielkich, drewnianych domków ustawionych bardzo ciasno jeden przy drugim. Spacerując wąskimi i nierzadko ciemnymi uliczkami można poczuć się jak podczas podróży w czasie. Nie trudno też zgubić się gdzieś w tej plątaninie uliczek, schodów, maleńkich ogródków i przydomowych werand. Wszystko to tworzy niepowtarzalny klimat urokliwego małego miasteczka w samym centrum Bergen.

Miasto pomiędzy siedmioma górami

Bergen często jest nazywane miastem pomiędzy siedmioma górami. Nie trudno domyśleć się skąd ta nazwa. Centrum miasta otoczone jest grupę wzgórz: Ulriken (najwyższe ze wszystkich), Fløyen, Løvstakken, Damsgårdsfjellet, Lyderhorn, Sandviksfjellet, Blåmanen, Rundemanen, i Askøyfjellet. Coś się nie zgadza? Oczywiście, bo jest ich więcej niż siedem. To nawiązanie do „siedmiu wzgórz Rzymu” oraz mistyczne i nie do końca jasne uwielbienie liczby siedem zdecydowały o wybraniu właśnie takiej liczby wzgórz, a nie wszystkich, do poetyckiego określania miasta. Co ciekawe, przy pytaniu które wzgórza należą do słynnej siódemki, jedynie pierwsze cztery zawsze są wymieniane, a do pozostałych nie ma zgodności.

Sporą atrakcją turystyczną w Bergen są kolejka linowa na wzgórze Ulriken i kolejka linowo-terenowa, czyli funikular, na Fløyen. Dolna stacja kolejki Fløibanen położona jest niedaleko nabrzeża Bryggen i marketu rybnego, dlatego będąc w okolicy postanowiliśmy sprawdzić, jak prezentuje się Bergen z wysokości 320 m.n.p.m. Wjazd kolejką do góry trwa niecałe 4 minuty i już podczas jazdy można cieszyć się widokami. Na szczycie, tuż przy górnej stacji, znajdują poziomowe tarasy widokowe. Rozciąga się z nich piękny widok na miasto, całą zatokę Byfjorden i cieśninę Damsgardssundet. Domy wybudowane na wzgórzach wyglądają jak niewielkie, równo ustawione klocki. Serpentyny dróg i liczne mosty nadają nowe kształty poukładanym równo dzielnicom. Jedynie statki wolno wpływające i wypływające z portu świadczą o tym, że rozciągający się przed oczami widok to żywe miasto, a nie piękna fototapeta.

Jezior otoczone drzewami na szczycie wzgórza Fløyen w Bergen
Jedno z jezior na szczycie Fløyen

Wzgórze Fløyen to jednak nie tylko tarasy widokowe i niesamowita panorama. Na szczycie stworzono wiele ścieżek rekreacyjnych, placów zabaw dla dzieci czy miejsc na rodzinny piknik. Można tu zarówno zjeść dobry obiad w restauracji, jak też po prostu posiedzieć na jednej z wielu ławeczek ustawionych wzdłuż tras spacerowych. Każdego roku organizowany jest tutaj również FløyenFolk, czyli koncerty Norweskiej muzyki folkowej.

Na Fløyen, jak na wszystkich wzgórzach okalających Bergen, poprowadzone są trasy trekkingowe. Niektóre z nich biegną jedynie po wzgórzu, a innymi można przejść na szlaki turystyczne innych wzgórz. My postanowiliśmy spędzić trochę czasu na szczycie Fløyen. Trasy w znacznej części można nazwać typowo rodzinnymi – poprowadzone malowniczo dookoła wzgórza, z pięknym widokiem na miasto, betonowe ścieżki o niewielkich różnicach wysokości do pokonania. Jest też jednak kilka szlaków, na których ścieżka jest wysypana kamieniami albo jedynie wydeptana pomiędzy drzewami – szlaków, gdzie można się potknąć o wystające z ziemi korzenie, albo zmoczyć nogi w kałużach rozlanych daleko poza ścieżkę. Na takich właśnie trasach spędziliśmy większość czasu i kiedy zaczynało się robić coraz ciemniej na nieoświetlonych ścieżkach, wróciliśmy na tarasy widokowe, żeby stamtąd zobaczyć zachód słońca nad zatoką. Nie czekaliśmy, aż się zupełnie ściemni, tylko zjechaliśmy do dolnej stacji i ruszyliśmy na przystanek, żeby jeszcze dziennym autobusem dojechać na pole namiotowe. Następnego dnia czekała nas przecież kolejna ciekawa przygoda – podróż pociągiem w stronę najdłuższego fiordu w Norwegii.

Twierdza Bergenhus

Ostatniego dnia w Bergen, już po powrocie z wyprawy do Flåm (o której przeczytacie w następnym wpisie), mieliśmy jeszcze chwile wolnego czasu na zwiedzanie. Wybraliśmy się więc do twierdzy Bergenhus, znajdującej się niedaleko portu i Bryggen. Zespół budynków, z których najstarsze wybudowane zostały w XIII wieku, tworzy jeden z najstarszych i najlepiej zachowanych kompleksów zamkowych w Norwegii.

Zabytkowy stół z krzesłami ustawiony przy ścianie szczytowej sali balowej Haakona w zespole zamkowym Bergenhus w Bergen
Sala Balowa Haakona

Zamek wraz zabudowaniami pełnił niegdyś rolę królewskiej rezydencji. W skład kompleksu wchodzą bardzo rozbudowane parki, katedra, dom biskupi, kościoły, klasztor Dominikanów, oprócz tego wieża Rosenkrantz’a, na szczycie której niegdyś znajdował się królewski apartament oraz najbardziej znana część całego kompleksu – liczącą ponad 750 lat sala balowa Haakona. Ze względu na ilość zabudowań nasze zwiedzanie ograniczyliśmy jedynie do spaceru po parku, zwiedzenia Haakon’s Hall i przejścia po dziedzińcach, z których mogliśmy obejrzeć część pozostałych budynków.

Po małych zakupach pamiątkowych na straganach w porcie, w końcu przyszedł czas, żeby zbierać się na lotnisko. Z uśmiechami na twarzy żegnaliśmy Bergen, obiecując sobie, że do Norwegii na pewno jeszcze przyjedziemy.

 

Przydatne informacje:

  • Bilety lotnicze z Polski do Norwegii można kupić bardzo tanio. Loty tanimi liniami dostępne są już od 29 zł w jedną stronę. Promocji możecie szukać na najbardziej popularnych serwisach, takich jak: www.skyscanner.pl czy www.fly4free.pl.
  • Norwegia nie jest tanim do zwiedzania krajem. O ile obiad może kosztować podobnie jak w dobrej polskiej restauracji, o tyle ceny noclegów czy atrakcji turystycznych są po prostu wysokie.
  • W Bergen można tanio zjeść np. przy targu – zestawy obiadowe typu ryba+frytki są w cenach około 100 NOK (50 zł). Jeżeli ktoś lubi coś mniej smażonego – na ulicy Marken można znaleźć sporo przystępnych cenowo restauracji (a nawet market i budkę z pizzą).
  • Noclegi można generalnie podzielić na trzy grupy cenowe: droższe – apartamenty, hotele i hostele, w których ceny za noc zaczynają się od 100 zł za osobę w pokoju wieloosobowym i szybko rosną wraz ze standardem pokoju, tańsze – biwak na polu namiotowym z dostępem do prądu, kuchni i łazienki, gdzie ceny zaczynają się od 50 zł za noc (za namiot 2 osobowy) oraz darmowe – czyli Couchsurfing lub rozbicie namiotu w plenerze (w Norwegii można rozbijać namiot na dziko, pod warunkiem, że nie jest to teren prywatny albo oznaczony).
  • Na prywatnych polach namiotowych niemal zawsze w łazienkach są prysznice z ciepłą wodą, wyposażone w maszyny na żetony. 10 minut ciepłej kąpieli kosztuje 5 NOK (niecałe 3 zł). Podobnie na wielu z nich dokupić sobie można też dostęp do gniazdka z prądem na wyłączność (normalnie gniazdka są dostępne publicznie np. w kuchni).
  • Karta Bergen Card uprawnia do darmowego korzystania z komunikacji miejskiej oraz zwiedzania atrakcji turystycznych i muzeów bezpłatnie lub ze znaczną zniżką. Kartę można kupić w wielu miejscach w Bergen, takich jak punkty informacji turystycznej, większość pól namiotowych czy niektóre hotele. Karta taka wydawana jest na 24, 48 lub 72 godziny i kosztuje odpowiednio 200 NOK, 260 NOK lub 320 NOK (odpowiednio od około 100 do 150 zł).
  • Wjazd kolejką na wzgórze Ulriken kosztuje 95 NOK (w jedną stronę – ok. 50 zł) lub 155 NOK (wjazd i zjazd – 75 zł) dla osoby dorosłej. Fløibanen jest tańsza i kosztuje odpowiednio 43 NOK i 85 NOK (20 i 40 zł). Dodatkowo dla posiadaczy Bergen Card wjazd na Fløyen jest 50% tańszy od maja do października, a w pozostałych miesiącach zupełnie darmowy.
  • Koncerty organizowane w ramach FløyenFolk, odbywają się w restauracji na szczycie Fløyen. W okresie wakacyjnym we wtorki, środy i czwartki można posłuchać Norweskiej muzyki folkowej. Cena biletów zaczyna się od 135 NOK (około 60 zł), a można je kupić przez internet lub w restauracji bezpośrednio przed koncertem. Wszelkie informacje dotyczące koncertów znajdziecie tutaj.
  • Bilet wstępu do twierdzy Bergenhus kosztuje około 60 NOK (30 zł) dla osoby dorosłej.

Wideo

Galeria

  • Nikodem

    Nocleg na wzgórzu Floyen zabroniony? Uff, dobrze wiedzieć, bo jak ja tam byłem to normalnie się rozbijałem z uśmiechem na twarzy, a tu się dowiaduję, że nie mogłem 😀 chyba, że to dotyczy np samego szczytu, bo ja rozbijałem się gdzieś w połowie drogi między wzgórzem a dworcem kolejowym 🙂 w sumie podejrzewam, że nikt by nawet nie zwrócił na to uwagi. PS poza tym super wycieczka, a tą kolejką Flam jeszcze nie miałem okazji się przejechać, może następnym razem 😉

    • Sami też chcieliśmy przenocować na Fløyen, w dodatku zupełnie na dziko, ale ostatecznie odpuściliśmy.
      Niestety nie mamy tego na zdjęciach, ale na samym dole wzgórza Fløyen postawiony jest znak zabraniający noclegu na wzgórzu. Chodzi o ujęcia wody. Bergen czerpie wodę pitną z ujęć właśnie na Fløyen, a obozowanie w ramach Allemannsretten dozwolone jest w określonej odległości od takich ujęć.

      Kolejka Flam to jedna z najciekawszych i najbardziej malowniczych podróży koleją, jakie mieliśmy okazję do tej pory odbyć. Jeśli planujesz wybrać się kolejny raz do Norwegii – szczerze polecamy!

      • Nikodem

        Ooo to nowość dla mnie odnośnie dzikiego nocowania. Słyszałem 100 razy, że 150 metrów od najbliższego budynku, a o tych ujęciach to już nie. No i tabliczki też nie widziałem. W Oslo to widziałem wyraźnie, że na okolicznych wyspach były znaki zakazujące spania na dziko, a w Bergen nie. Mam nadzieję, że mi nikt nie zrobił zdjęcia, że tam śpię haha.

        Choć z tymi przepisami też różnie bywa. W wielu krajach takie nocowanie jest zabronione, a ile razy ktoś pisał, że go zauważył i wgl i nic złego z tego nie wynikło. Jak się zostawi przyrodę w takim stanie, w jakim się ją zastało to jest duża szansa, że nikt nic nam nie zrobi 😉

Menu