Podróż po Europie Południowo-Wschodniej: Przystanek #2 – Bośnia i Hercegowina

Widok na Stary Most w Mostarze i zabytkowe budynki po prawej stronie rzeki.

Najlepszą rzeczą w wycieczkach objazdowych jest przemieszczanie się z miejsca na miejsce, poznawanie różnych historii, tradycji i kultury. Podczas naszej wycieczki objazdowej po Europie Południowo-Wschodniej, z pięknie zadbanego zabytkowego Budapesztu następna na liście była Bośnia i Hercegowina, w której wśród nieprawdopodobnych krajobrazów cały czas dostrzec można ślady nie tak dawnej wojny domowej.

Granica, czyli Zielona Karta panie

Wszyscy już chyba przyzwyczaili się, że w Europie przejeżdża się z kraju do kraju zwalniając jedynie do 30-50 km/godz. Żadnego zatrzymywania, żadnych kontroli – po prostu jedzie się dalej, zapamiętując tylko obowiązujące w danym kraju ograniczenia prędkości. Jest jednak jeszcze kilka krajów, do których wjeżdżając, nie tylko przechodzi się kontrolę, ale też potrzebne jest dodatkowe ubezpieczenie samochodowe, tzw. Zielona Karta. Bośnia i Hercegowina właśnie do tych krajów należy i o ile kontrola ogranicza się najczęściej do sprawdzenia dokumentów, o tyle bez tego dodatkowego „papierka” przez granicę już się nie przejedzie. Zdecydowana większość polskich ubezpieczycieli dołącza Zieloną Kartę do polisy – na życzenie klienta, bezpłatnie lub za symboliczną opłatą. Trzeba tylko złożyć wniosek i później poczekać kilka dni na listonosza. Nasz ubezpieczyciel również miał podobną politykę i najpewniej ruszylibyśmy w trasę w ogóle się tematem nie przejmując. Pech jednak chciał, że koperta z naszą Zieloną Kartą dotarła do Poznania, kiedy my byliśmy już w Budapeszcie. Jechaliśmy więc w stronę granicy, szukając dobrego kłamstewka, które przekonało by strażników do wpuszczenia nas na terytorium Bośni i Hercegowiny.

Niestety kłamstewko nie było dość przekonujące i zasadniczo powinniśmy grzecznie odpuścić i objechać kraj dookoła. Wiedzieliśmy jednak, że tuż przy granicy stoją zwykle budki, w których można dokupić Zieloną Kartę. Rozmowę ze strażnikiem prowadziliśmy więc tak, żeby sam powiedział nam, że możemy wykupić brakujące ubezpieczenie. I dokładnie tak się stało. Strażnik po chwili straszenia, że nie może nas wpuścić, oddał prawo jazdy i dowód rejestracyjny, zatrzymując jednocześnie paszport Patrycji, kazał odjechać na bok i pójść do ubezpieczyciela, którego „siedziba” znajdowała się tuż obok przejścia granicznego. Jak kupimy, mamy przyjść i pokazać – wtedy odda paszport. Tak więc piętnaście minut w budce o powierzchni 7 m2, 27 EUR i mogliśmy jechać dalej.

Droga przez Bośnię i Hercegowinę

Obydwoje uwielbiamy piękne krajobrazy, dlatego jeśli nie goni nas czas, wybieramy drogę nie najkrótszą, a najbardziej malowniczą. Z przejścia granicznego skierowaliśmy się na południe. Najpierw kanionem rzeki Vrbas przez Banja Lukę i Jajce do Jablanicy, dalej najpiękniejszym fragmentem tej trasy – kanionem Neretwy – dojechaliśmy do Mostaru, czyli kolejnego celu naszej podróży. Bośnia i Hercegowina jest krajem górzystym więc cała nasza trasa łączyła sobie zarówno urok drogi wzdłuż pięknych rzek z niepowtarzalnym charakterem wąskiej i krętej górskiej drogi.

Patrycja i Dawid na zdjęciu "selfie", za nimi góry, a w dolinie domy, pola i rzeka Neretwa.
W drodze przez Bośnię i Hercegowinę

Tutaj też, podobnie jak w Polsce, autostrad i dróg szybkiego ruchu jest niewiele. Tak więc podróż od granicy do Mostaru, z prędkością średnią około 50 km/godz i maksymalną do 80 km/godzinę, zajęła nam około 6 godzin. Do tego ostatni odcinek naszej trasy jechaliśmy już po zmierzchu i przy padającym deszczu. Nasz początkowy zachwyt na końcu zniknął niemal całkowicie.

Mostar

W końcu dotarliśmy do Mostaru i po dość długim poszukiwaniu miejsca do zaparkowania, udało nam się wysiąść z auta. Meldunek w hostelu, prysznic i można było ruszać na zwiedzanie.
Najbardziej charakterystycznym miejscem w Mostarze, które jest jednocześnie jedną z wizytówek Bośni i Hercegowiny, jest Stary Most nad rzeką Neretwą. Zbudowany został w XVI wieku, w czasach panowania na bałkanach osmańskiego władcy Suleimana Wspaniałego. Przez blisko 430 lat był symbolem pojednania między chrześcijanami i muzułmanami zamieszkującymi Mostar. Kiedy w czasie wojny domowej i walk o niepodległość Bośni i Hercegowiny rozpoczęły się w kraju czystki etniczne, początkowo sprzymierzeni przeciw Serbom Bośniacy i Chorwaci – po „pozbyciu się” Serbów zaczęli walczyć między sobą. W wyniku tych walk zniszczona została znaczna część miasta, zburzono wiele zabytków architektury, w tym wszystkie meczety. Szczególnie ucierpiała wschodnia, czyli bośniacka części miasta. W trakcie tych walk oddziały Chorwackie zniszczyły również Stary Most, tłumacząc, że miał on znaczenie strategiczne. Bardziej jednak prawdopodobne, że chodziło o całkowite zniszczenie kultury muzułmańskiej i symboli pojednania ludności. Po podpisaniu pokoju, od 1995 roku rozpoczęto odbudowę Mostaru i podjęto decyzję o rekonstrukcji Starego Mostu. W odbudowę włączyło się UNESCO i wiele organizacji działających na rzecz zachowania dziedzictwa kulturowego. By most zyskał dokładnie taki sam wygląd i charakter, przy odbudowie przyjęto dokładnie taką samą technologię i użyto identycznych materiałów, w tym częściowo odzyskanych ze zniszczonego mostu. Brakującą część kamieni wydobyto z tej samej kopalni, z której wydobywany był materiał do budowy pierwszego mostu. Prace rekonstrukcyjne zakończono w 2004 roku.

Nocny widok na oświetlony Stary Most w Mostarze.
Stary Most nocą

Ciekawostką dotyczącą Starego Mostu jest, że według tradycji w tym miejscu młodzi mężczyźni, chcąc udowodnić swoją odwagę i męstwo, skakali z mostu do Neretwy. Odległość od najwyższego punktu mostu do lustra wody wynosi 24 m, dlatego tylko najlepiej wytrenowanym skok się udawał. Po odbudowaniu mostu, tradycja skoków do rzeki wróciła, ale już jako forma atrakcji turystycznej.

Oprócz Starego Mostu w Mostarze na prawdę urzekające są uliczki wzdłuż rzeki. Odbudowane i odtworzone budynki, deptaki na których postawionych jest pełno straganów i małych restauracyjek z tarasami, z których rozciąga się widok na rzekę. Niestety cały czas wiele jest też pozostałości po wojnie – zniszczonych budynków, zaniedbanych cmentarzy. Tak samo wciąż widoczna jest wzajemna niechęć między Bośniakami, Chorwatami i Serbami, którzy zamieszkują miasto i okolice.

Blagaj

Z bardzo ciekawego Mostaru czas w końcu było ruszać dalej. Mało kto wie, że niecałe 13 km od Mostaru znajduje się jedno z największych źródeł rzek w Europie. W każdej sekundzie około 43 tys. litrów wody wypływa z jaskini tworząc wartką rzekę Buna. Być tak blisko i nie zobaczyć tego na żywo?! Nie ma mowy – jedziemy zwiedzać Blagaj.

Dojazd jest bardzo łatwy, a trasa od Mostaru aż do samego parkingu jest świetnie oznaczona. Parking znajduje się w pewnej odległości od źródła, ale dzięki 10 minutowemu spacerowi można zobaczyć część miejscowości, bardzo ciekawych ogrodów i zabudowań, jak również kupić w rozstawionych co kawałek straganach lokalne produkty takie jak figi, granaty czy nawet lawendę albo ludowe stroje.

Widok na skałę, z której wypływa źródło rzeki w Blagaju, po lewej dom Derwiszów.
Blagaj

Po dotarciu na miejsce pierwszym, co przykuwa uwagę jest potężna skała i wypływająca z niej woda o nieprawdopodobnym, szmaragdowym kolorze. Woda płynie wartko, obmywa brzegi, rozbija się na kamieniach i sztucznie stworzonych wypłyceniach. Prócz mostku, wszystkie kładki i tarasy restauracji usytuowanych po obu stronach rzeki są podmyte i zalewane co chwila kolejną falą wody. Po przejściu przez most kamienistą ścieżką można dojść jeszcze bliżej jaskini, z której wypływa źródło, a w sezonie turystycznym za dodatkową opłatą (której wysokości nie znamy, bo było już po sezonie) można na pontonie wpłynąć do środka jaskini.

Co ciekawe, czytając o Blagaju dużo częściej w przewodnikach turystycznych znajdziecie informację o zabytkowym Klasztorze Derwiszów, który jest malowniczo usytuowany na skale przy źródle, niż o samym źródle. Podobnie jak Stary Most w Mostarze, Klasztor Derwiszów wybudowany został w XVI wieku i przez długi czas był głównym centrum religijnym zamieszkujących te tereny muzułmanów. To kompleks niewielkich budynków w stylu osmańskim. Można go zwiedzać, ale koniecznym jest odpowiednie okrycie ciała – kobiety muszą mieć zakryte głowy, ramiona i plecy oraz kolana. Dla pań zbyt skąpo ubranych lokalni przychodzą z pomocą, sprzedając chusty.

Wodospady Kravice

Z Blagaju ruszyliśmy w stronę Wodospadów Kravice, a droga przeszła nasze najśmielsze oczekiwania – pewnie dlatego, że GPS wyprowadził nas w pole…
Początkowo dobra, asfaltowa droga krajowa zmieniła się stopniowo w coraz bardziej gminną drogę, pokrytą niezliczoną ilością dziur. W końcu asfaltu pod kołami nie wystarczało już nawet na jeden samochód. Jadąc szutrową drogą, między wysuszonymi przez słońce polami, czuliśmy się niemal jak na rajdzie Paryż-Dakar. Co kawałek na poboczu stał jakiś kontener, przy którym leżały rury do przecisków czy inne materiały do budowy dróg, ale droga asfaltowa pojawiała się tylko na odcinku nielicznych wiosek, przez które przejeżdżaliśmy. Po którejś takiej wiosce, jak gdyby nigdy nic wyjechaliśmy znów na drogę krajową. Zatrzymaliśmy się przy pierwszym lepszym otwartym sklepie, bo coś nam nie pasowało. Okazało się, że dobrze jedziemy i dalej prosto, a później będzie już znak na Kravice. Faktycznie był.

Widok z góry na wodospad Kravice otoczony gęstymi drzewami.
Wodospad Kravice

Dotarliśmy w końcu na miejsce i widok całkowicie wynagrodził nam jazdę po bezdrożach oraz nieprawdopodobnie brudny samochód. Rozciągające się na ponad 120 metrach szerokości, ze spadkiem do 25 m, Wodospady Kravice wzdłuż rzeki Trebižat są jednymi z największych wodospadów w Bośni i Hercegowinie i według przewodników „zdecydowanie najbardziej imponującymi”. Piękna lokalizacja i krystalicznie czysta woda tworzą niesamowity pejzaż, który po prostu zachwyca. Cały teren wokół wodospadów przystosowano do użytku mieszkańców okolicznych miejscowości i nielicznych turystów. Stworzono utwardzone zejścia i chodniki, przygotowano miejsca idealne na piknik i niewielką plażę, na której znajdują się przebieralnie i toaleta. Przy plaży zbudowano również niewielki punkt gastronomiczny.

Miejsce po prostu piękne i w ogóle nie zdziwiła nas sesja ślubna, której byliśmy świadkami. Chętnie zostalibyśmy tam na obiedzie, gdyby nie to, że musieliśmy zdążyć na ostatni wieczorny prom do następnego przystanku na naszej trasie…

 

 Przydatne informacje:

  • Dla przypomnienia – żeby wjechać samochodem na teren Bośni i Hercegowiny potrzebne jest dodatkowe ubezpieczenie, czyli Zielona Karta. Większość ubezpieczycieli oferuje swoim klientom nieodpłatnie (lub za niewielką opłatą) taki dokument, po wcześniejszym pisemnym zgłoszeniu. Koszt Zielonej Karty kupowanej na granicy zależy od ubezpieczyciela (zwykle jest to kilku ubezpieczycieli i wystarczy przejść od „budy” do „budy” i zapytać o ceny) i jest to koszt rzędu około 25 EUR.
  • Szukając bezpłatnych miejsc parkingowych w miastach, pamiętać należy o jednej zasadzie – droga musi być całkowicie przejezdna, czyli samochód nie może zajmować ani kawałka drogi. Nie zauważyliśmy natomiast większych przeciwwskazań do parkowania we wszystkich innych możliwie dostępnych miejscach. Tak więc widok pieszego idącego wzdłuż chodnika w całości zajętego przez samochody nie był jakimś jednostkowym przypadkiem, a stałym widokiem.
  • Wejście na teren Wodospadów Kravice jest płatne. Opłata nie jest jednak wygórowana. Za dwie osoby zapłaciliśmy 2 BAM, czyli równowartość 1 EUR. Parking utwardzony przy wejściu na teren parku jest za to darmowy.

Wideo

Galeria

Menu