„Fiji-time” na wyspie Mana

Patrycja siedząca w wodzie na plaży, na wyspie Monuriki, Fidżi.

Fiji-time to nie jest zwykłe określenie. Nie jest to tylko sposób, w jaki nazywa się czas spędzony na Fidżi. Fiji-time to niemal styl życia. To coś, czego nam – Europejczykom – brakuje, a czego do końca nigdy nie zrozumiemy. Mimo wszystko warto czasem jednak wziąć przykład z Wyspiarzy i po prostu przeżyć kilka dni w stylu Fiji-time.

Wyspiarze

Kultura rdzennych mieszkańców Fidżi jest wyjątkowa. Bardzo otwarta i przyjazna, i zdecydowanie najbardziej zrelaksowana wśród wszystkich, jakie do tej pory poznaliśmy. Już podczas pobytu w Nadi i podróżując po okolicy udało nam się wychwycić kilka bardzo charakterystycznych elementów. Jeśli jednak chce się poznać tę kulturę bardziej warto wybrać się na fidżiańską prowincję. A już w ogóle najlepiej pomieszkać przez chwilę w wiosce na jakiejś niewielkiej wyspie, z dala od 5* turystycznych kurortów.

Wioska na wyspie Mana
Wioska na wyspie Mana

Właśnie na taką niewielką wyspę trafiliśmy. Zamieszkaliśmy w niedużym, backpackerskim hostelu w wiosce. Każdego dnia, w drodze na stołówkę czy plażę, mijaliśmy się z mieszkańcami wioski. Często również z niektórymi z nich rozmawialiśmy – zwłaszcza z dziećmi, które były wszystkiego bardzo ciekawe.

Fidżiańczycy w swej otwartości bywają nieskrępowani w zadawaniu pytań, choć te niektórym osobom mogłyby się wydać zbyt osobiste jak na pierwszą rozmowę. Po kilka razy musieliśmy np. odpowiadać na pytania „jesteś żonaty?” (do Dawida), „to twój mąż?” (do Patrycji), „ile macie dzieci?”, „a dlaczego nie macie dzieci?”, „czemu Twoja skóra jest taka blada i czemu opalasz się tak czerwono?”. No i naszym zdaniem hit wśród wszystkich pytań – „to przez ile miesięcy w roku nie macie w Polsce słońca?” 😀

Dzieci z wioski na wyspie Mana
Dzieci z wioski na wyspie Mana

Wyspiarze to prości ludzie, bardzo skromni, ale serdeczni. Często się uśmiechają i pozdrowieni również odpowiadają. Bardzo cenią sobie tradycje i od innych również oczekują respektowania ich zwyczajów. Niewielkie społeczności składają się zwykle z dużych rodzinnych grup, bardzo ze sobą związanych. Żyją w niewielkich domkach, często o bardzo wątpliwej konstrukcji, zrobionych z drewna albo z blachy przybitej do drewnianych słupów.

Większość czasu spędzają jednak na świeżym powietrzu – na prowizorycznym tarasie albo na hamaku pod palmami. Jeśli nie są zatrudnieni do pracy w jakimś kurorcie, to ich głównym zajęciem jest odpoczynek i spanie. Wyspiarze nigdy nigdzie się nie spieszą. Na wszystko mają czas. Duuuużo czasu…. Fiji-time, więc nie ma się co spieszyć.

Wioska na wyspie Mana
Wioska na wyspie Mana

W każdej wiosce obowiązują oczywiste zasady etyczne. Mieszkańcy znają je doskonale, ale turystów mogą one czasem zaskakiwać. Odwiedzając takie miejsce zawsze trzeba być stosownie ubranym. Lekka odzież plażowa musi być zasłonięta – ramiona i kolana zakryte, a najlepiej kiedy w biodrach przewiąże się tradycyjne sulu. Nie wolno również nosić żadnych nakryć głowy i okularów przeciwsłonecznych, ponieważ jest to odbierane za brak szacunku.

Za brak szacunku również odebrane zostanie dotknięcie lub pogłaskanie kogoś po głowie, wejście w butach do domu wyspiarza lub brak upominku dla Turaga Ni Koro, czyli szefa wioski. Wystarczy dopilnować tych kilku rzeczy, a będzie się serdecznie przyjętym przez lokalną społeczność.

Mana, Mana – tu tu… tu tu tu…

Za namową (a raczej z polecenia) naszej gospodyni z Couchsurfingu w Nadi, na miejsce naszego urlopu pod palmami wybraliśmy wyspę Mana. Wszystko, czego było nam potrzeba, to tani pokój w niewielkim raju pośrodku oceanu. Miejsce, w którym będziemy mogli odpocząć, spacerować po pięknych, piaszczystych plażach i nurkować, oglądając kolorowe ryby pływające pomiędzy koralami. Na Manie znaleźliśmy to wszystko.

Wyspa Mana | Mana Island
Wyspa Mana

Jak już wspomnieliśmy, nasz hostel znajdował się w wiosce. Dzięki temu mieliśmy dużo lepszy kontakt z jej mieszkańcami i łatwiej nam było poznać tradycyjną kulturę wyspiarzy. Nie mielibyśmy na to szansy zatrzymując się w eleganckim kurorcie. W hostelu wszyscy zwracali się sobie po imieniu – goście, obsługa, menedżer – bez niepotrzebnego, pompatycznego jak na te warunki „Panowania”. Przypływających i odpływających każdego dnia gości witała i żegnała trzyosobowa ekipa specjalistów ds. rozrywki. Wise (Aisea), Tika (Etika) i Phillipe każdego dnia organizowali różne zajęcia i rozrywki dla mieszkańców naszego Mana Lagoon.

Wyspa Mana
Wyspa Mana

W ciągu dnia zachęcali do gry w siatkę i wspólnych wyjść na pływanie lub do „dżungli” po kokosy. Po południu zapraszali na lekcje wiązania sulu, wspólne plecenie ozdób, koszy i kapeluszy z liści palm kokosowych i naukę tańca z ogniem. Na szczęście pierwsze ćwiczenia były z samym kijem, więc Dawid musiał jedynie uważać, żeby się za mocno nie poobijać 😉

Wieczorne pokazy tańca z ogniem
Wieczorne pokazy tańca z ogniem

Każdego wieczoru organizowane były pokazy lub wieczory koedukacyjne. I tak – jednego dnia można było zobaczyć chłopaków popisujących się podczas pokazów tańca z ogniem lub nożami do ścinania trzciny cukrowej. Innego wieczoru prawie wszyscy panowie z Mana Lagoon, umalowani i przebrani w sukienki, paradowali po wybiegu stołówki, poddając się ocenie wszystkich pań.

Mały krab
Mały krab

Obstawianie krabów w wyścigach czy wizja wygranego piwa w quizie dotyczącym Fidżi i wyspy Mana to kolejne wieczorne zabawy wzbudzające zdrową rywalizację. I choć już bez rywalizacji, to z dużą ilością humoru wspominamy wieczór narodowy, kiedy trzeba było wyść na środek i zaśpiewać swój hymn. Oj… wiele osób poległo… Niektórzy jednak wyszli z twarzą z patowej sytuacji – Clair z Tajwanu zaśpiewała kołysankę w ojczystym języku, a z czwórki Brytyjczyków troje postawą i mruczeniem melodii dumnie nadrabiało brak znajomości tekstu hymnu.

Snorkeling w oceanie
Snorkeling w oceanie

To wszystko były całkiem miłe przerywniki od naszych głównych zajęć – pływania, aż palce odmokną i „opalania się” w cieniu. Dni płynęły nam w stylu Fiji-time i było nam z tym bardzo przyjemnie 😉 W wodzie często towarzyszyły nam dzieci z wioski, chętne do wspólnej zabawy i rozmowy. Naszym ulubionym kolegą został 9-letni Aliferedi, który przypłynął na Manę, żeby spędzić ferie świąteczne z rodziną i kuzynostwem. Bardzo inteligentny chłopiec, wygadany i ciekawy świata, a do tego chciał się nauczyć kilku polskich słów.

Patrycja i dzieci z wioski
Patrycja i dzieci z wioski

Podczas tych prawie dwóch tygodni w końcu znaleźliśmy trochę wolnego czasu, żeby choć przez chwilę poczytać książkę i przejrzeć zdjęcia zrobione w Peru. Dawid kilka razy poszedł na ryby, ale dzieciaki często idealnie wyczuwały ten moment i świadomie lub nie, te ryby płoszyły.

Wyspa Mana
Wyspa Mana

Kilka razy poszliśmy na dłuższe spacery wzdłuż brzegu albo na najwyższe wzgórze na wyspie. Rozciągał się stąd fantastyczny widok na całą okolicę. Raz nawet chcieliśmy obejść wyspę dookoła. Mimo że po 4 godzinach zrezygnowaliśmy, to w tym czasie udało nam się zobaczyć prawie wszystkie eleganckie hotele, lotnisko i niewielką kapliczkę nad brzegiem Oceanu, w której raz na jakiś czas organizowane są romantyczne śluby w tropikach.

Tego dnia też zjedliśmy naszego pierwszego „prawdziwego” kokosa. Dawid wszedł na palmę i zerwał go prosto z drzewa, a następnie otworzył niewielkim kieszonkowym nożykiem. Aż ciężko opisać słowami jak szczęśliwi i zadowoleni byliśmy obydwoje.

Wyspa Mana
Wyspa Mana

Zapach i smak świeżo zerwanego kokosa – tak delikany, ale bardzo charakterystyczny. Jak do tej pory Patrycja nigdy nie jadała nic kokosowego, tak od tego momentu zakochała się w tym smaku. Już do końca naszego pobytu na Manie zawsze staraliśmy się mieć choć jeden kokos w pokoju 😉

Zielone kokosy mają smaczniejsze mleczko i delikatniejszy, wręcz wodnisty miąższ. Mleczko żółtych kokosów jest mniej słodkie, ale za to miąższ smakował nam dużo bardziej – można go jeść jak orzechy. Rewelacja!

Wszystko to (choć nie tylko to) sprawiło, że z lekkim żalem odpływaliśmy z wyspy Mana.

Tradycyjna Ceremonia YAQUONA (KAVA)

Jak każda kultura – również wyspiarze mają swoje tradycyjne ceremonie. Niemal na całym Pacyfiku jedną z nich jest Yaquona (wymawiana jangona) lub inaczej ceremonia picia Kavy. W wielu miejscach jest ona traktowana jako absolutnie niezbędny dodatek do wszelkiego rodzaju spotkań i wydarzeń. Sproszkowana yaquona zwyczajowo jest również ofiarowywana jako sevusevu, czyli prezent dla „szefa/głowy” wioski podczas wizyty w wiosce.

Ceremonia kavy
Ceremonia kavy

Kava to delikatnie narkotyczny napój, przygotowany z wysuszonych i sproszkowanych  korzeni pieprzu metystynowego (piper methysticum), nazywanego właśnie yaqoną lub kavą, wymieszanych w wodzie. Głównym efektem działania jest delikatne odrętwienie lub mrowienie w okolicach ust i języka, które zwykle odczuć można już po kilku minutach.

Dodatkowo picie Kavy rozluźnia i uspokaja, wywołuje poczucie relaksu i stan beztroski przy jednoczesnej jasności umysłu. Tak przynajmniej powinno wyglądać działanie Kavy. Z własnego jednak doświadczenia możemy powiedzieć, że nie na wszystkich tak działa 😉

Ceremonia kavy
Ceremonia kavy

Sama ceremonia wygląda bardzo ciekawie. W specjalnie przygotowanej, zdobionej misie prowadzący ceremonię rozpuszcza sproszkowaną yaquonę w chłodnej wodzie. Po zmieszaniu podawać on będzie filiżankę bilo wypełnioną Kavą każdemu z uczestników, zaczynając od głównego gościa lub najważniejszego uczestnika ceremonii. Ten, przyjmując pierwszą bilo musi zaklaskać w dłonie jeden raz przed i raz po wypiciu napoju.

Kolejność serwowania Kavy uczestnikom jest całkowicie zależna od prowadzącego. Warto jednak zapamiętać, że będąc zaproszonym do udziału w ceremonii można odmówić wypicia proponowanej porcji, jednak nie należy dopytywać o „swoją kolej”, gdyż może to być odebrane jako niegrzecznie.

Co jest pewne, wspólne spożywanie Kavy działa bardzo socjalizująco, wpływa na lepsze relacje i zwykle prowadzi do dużo swobodniejszej i bardziej otwartej rozmowy. Rozmowy przy Kavie były bardzo sympatyczne, szczere i przyjacielskie, a wspólna gra w karty śmieszyła jak mało kiedy. Jeśli natomiast chodzi o doznania smakowe i inne…

Ceremonia kavy
Ceremonia kavy

No cóż, Kava smakuje dokładnie jak to, czym jest, czyli jak sproszkowane korzenie roślin wymieszane z wodą o lekkim posmaku ziemi. Ani smaczne, ani przyjemne do picia. Poza tym bez wątpienia odczuliśmy delikatne mrowienie ust i języka. A że zrelaksowani byliśmy przez cały czas (w końcu to był nasz Fiji-time!), to jakoś nie zanotowaliśmy, żeby ten stan się pogłębił po wypiciu Kavy.

Po Kavie jednak bardzo łatwo udało się nas namówić na spanie na plaży 😉 Nie było to jednak jakieś wielkie wyzwanie – przecież od samego początku naszego pobytu na Fidżi chcieliśmy spać pod gwiazdami słuchając szumu oceanu!

Święta pod palmami

Któż by nie chciał choć raz spędzić Świąt Bożego Narodzenia pod palmami? Nam się udało! Ale czy były to lepsze Święta? Tego byśmy nie powiedzieli.

W hostelu było znacznie mniej gości, a część obsługi popłynęła na kilka dni do swich domów rodzinnych. Zrobiło się jeszcze spokojniej i jeszcze bardziej leniwie niż wcześniej.

Wyspa Mana
Wyspa Mana

Nikt nie przychodził, nie zagadywał, nie proponował udziału we wspólnych zabawach. Dla urozmaicenia tego stanu dziewczyny z obsługi zaczęły zakładać świąteczne czapeczki, na stołach w stołówce postawiły trochę więcej kwiatów i gdzieniegdzie zawiesiły kolorowe łańcuchy choinkowe.

Również wioska w Święta zmieniła się nie do poznania. Na codzień cicha i zrelaksowana w teraz zaczęła tętnić nowym życiem. Ze stałego lądu przypłynęło na Manę dużo osób, żeby spędzić ten czas w rodzinnym gronie.

Domy udekorowano kwiatami i kolorowymi lampkami, podłogi na tarasach wyłożono liściami palmowymi i niemal wszędzie puszczono tradycyjną fidżiańską muzykę. Ciekawie było popatrzeć na tradycje świąteczne w zupełnie innym kręgu kulturowym, tak bardzo odmiennym od naszego.

Świąteczny bałwan z piasku
Świąteczny bałwan z piasku

Głupio się przyznać, ale my nie mieliśmy żadnej specjalnej kolacji Wigilijnej. Nie mogło być na Manie karpia, barszczu z uszkami i pierogów z pieniążkiem (tradycja w domu rodzinnym Patrycji). Nie było dzielenia sie opłatkiem i składania życzeń przed wspólną kolacją. Nie było rodzinnego klimatu i prezentów pod choinką. Za to było słońce, plaża i palmy.

A my jeszcze przed wyruszeniem w podróż postanowiliśmy, że w Święta podzielimy się ze sobą kokosem.

Od momentu jak spróbowaliśmy pierwszego kokosa, zawsze staraliśmy się mieć jakiegoś w pokoju. Zwykle zbieraliśmy je z ziemi kiedy usłyszeliśmy, że akurat jakiś spadł. Pech jednak chciał, że w Wigilię nie znaleźliśmy ani jednego kokosa. Niestety nie mamy naturalnego talentu do wspinania się na palmy. Ale z pomocą przyszły nam dzieci z wioski – Aliferedi i jego kuzyni. Dostaliśmy od nich trzy piękne zielone kokosy, za które w ramach podziękowania od nas dostali dużą paczkę ciasteczek.

Święta pod palmami
Święta pod palmami

Ubraliśmy się odświętnie, oczywiście w fidżiańskie stroje – Patrycja w sulu, a Dawid w bula-koszulę czyli koszulę z motywem kwiatowym, bardzo popularnym na Fidżi. Ulepiliśmy też świątecznego, piaskowego bałwana i kiedy Dawid otworzył kokosy, usiedliśmy na plaży i symbolicznie podzieliliśmy się nimi, spełniając nasze kolejne małe marzenie.

Wyspa Monuriki

Jak to jest żyć na bezludnej wyspie? Na to pytanie na pewno zna odpowiedź bohater filmu Cast Away (Poza Światem) – Chuck Noland, w którego wcielił się Tom Hanks. Kiedy jego dobrze zorganizowane życie rozpadło się nagle (wraz z samolotem) w wodach Pacyfiku, urocza wyspa pośrodku Oceanu stała się dla niego wybawieniem i przekleństwem jednocześnie.

Wyspa Monuriki
Wyspa Monuriki

Czemu jednak o tym piszemy? Bo miejscem, w którym kręcona była część filmu Cast Away, jest niewielka wysepka należaca do Fidżi. Nosi ona nazwę Monuriki, jednak przez większość okolicznych mieszkańców i turystów nazywana jest wyspą Cast Away Island.

Manuriki faktycznie jest bezludną wyspą. Nie mieszkają tu ani Fidżiańczycy, ani nie ma też tutaj choćby jednego domku wczasowego czy nawet budki ochroniarza. Jest również objęta całkowitym zakazem nocowania. Można ją jednak swobodnie odwiedzać w ciągu dnia. Skorzystaliśmy więc z okazji i wybraliśmy się tam na kilkugodzinną wycieczkę.

Wyspa Monuriki | Monuriki Island
Wyspa Monuriki

Monuriki jest niewielką wyspą, a piękna piaszczysta plaża bardzo szybko zmienia się w kamieniste zbocze blisko 180 metrowego wzniesienia. Jeśli więc ktoś pamięta wyspę z filmu, jak była w nim przedstawiona, po dotarciu na miejsce może przeżyć lekki szok. Aż dziw bierze, że na tak niewielkiej powierzchni udało się nakręcić tyle ciekawych scen, szczególnie że w tym czasie mieszkała tu ponad 100 osobowa ekipa filmowa.

Na wyspie nie ma jednak żadnych śladów po kinowym hicie, a zwłaszcza słynnej piłki do siatkówki (wyimaginowany przyjaciel bohatera filmu o imieniu Wilson). Jedynie turyści z pustych łupin kokosów ułożyli na piasku napis „HELP ME”, nawiązując w ten sposób do filmu.

Wyspa Monuriki
>Wyspa Monuriki

Cały urok wyspy Manuriki to natura. Soczyście zielona dżungla i wzniesienie, na które można wejść, żeby zachwycić się zapierającą dech w piersiach panoramę okolicy. Do tego krystalicznie czysta woda, w której pływania i nurkowanie to więcej niż przyjemność.

W ciepłej wodzie można spędzić całe godziny oglądając piękne kolorowe ryby pływające między koralami. A przy odrobinie szczęścia może uda się też zobaczyć żółwia. Jeśli więc kiedyś będziecie mieli okazję wybrać się na Fidżi, z czystym sumieniem polecamy Wam wybrać się na wyspę, którą nazywają Cast Away Island!

 

Przydatne informacje:

  • Ważne przypomnienie z poprzedniego postu. Na dwóch największych wyspach Fidżi (Viti Levu i Vanau Levu), nazywanych „stałym lądem”, można pić wodę z kranu. Na wszystkich pozostałych wyspach woda w kranie nie nadaje się do picia. Jeśli więc nie chcecie urlopu pod palmami spędzić w łóżku z zatruciem pokarmowym, lepiej pić napoje butelkowane. Na wielu wyspach jest to oczywiście dobry sposób na interes. Np. na Manie butelka wody kosztowała tyle samo co butelka piwa – po 10FJD (20PLN lub 4,90USD). Jako ciekawostkę powiemy, że poznaliśmy osoby, które po deszczu chodziły z pustymi butelkami do dżungli i zbierały wodę z liści roślin.
  • Wypoczynek na wyspie może kosztować niewiele (lub względnie niewiele) albo bardzo dużo. Wszystko zależy od tego, którą wyspę wybierzecie i jaki będzie standard hotelu, w którym się zatrzymacie. Miejsca tzw. backpackerskie oferują łóżka w pokojach wieloosobowych już od 40-50 FJD (80-100PLN lub 19,50-24,50USD), czasem nawet z wyżywieniem w cenie. Oczywiście im wyższy standard tym wyższe ceny. Zdarzają się jednak promocje, że przy wykupieniu np. 5 dni urlopu dodatkowo dostaje się jeden dzień gratis. Tak właśnie było w miejscu, w którym my się zatrzymaliśmy i bardzo chętnie z promocji skorzystaliśmy!
  • Zwykle do ceny pobytu na wyspie trzeba doliczyć również koszt promu lub łodzi, którą się na tę wyspę dostaniemy. W naszym przypadku było to po 75FJD (150PLN lub 36,50USD) za osobę w każdą stronę. Ceny oficjalnych połączeń promowych na wyspy znaleźć można m.in. na stronach www.ssc.com.fj czy www.awesomefiji.com. Tańszych połączeń warto poszukać w agencjach turystycznych w Nadi lub popytać w barach.
  • Można również skorzystać z ofert wielu biur podróży i wykupić tzw. island hopping (czyli skakanie po wyspach) lub Bula Pass. Dostępne są zarówno w wersji z noclegiem jak i bez. A więcej informacji znaleźć można na stronie www.awesomefiji.com/bula-passes.
  • Wycieczka z Many na wyspę Monuriki (Cast Away Island) kosztuje 60FJD (120PLN lub 29USD) za osobę (zwykle potrzeba zorganizować minimum 6 osób). Z innych wysp cena wycieczki będzie prawdopodobnie wyższa. O czym warto wspomnieć, to że na Fidżi oficjalnie mianem wyspy Cast Away nazywana jest zupełnie inna wyspa niż Monuriki. Jest to wyspa Qualito, na której znajduje się elegancki rezort. Można nawet zajrzeć do nich na stronę castawayfiji.com.
  • Inną dość popularną atrakcją turystyczną na Fidżi, z której my nie skorzystaliśmy, jest Cloud 9. W najprostszych słowach opisać to miejsce można jako bar pośrodku oceanu. Z Many, wycieczka na Cloud 9 kosztowała 60FJD (120PLN lub 29USD). Więcej informacji znajdziecie na stronie  Cloud 9.
  • Ponieważ wiele wysp Fidżi otoczonych jest piękną rafą koralową, warto wybrać się tutaj na nurkowanie. Jeśli jednak nie ma się zrobionego jeszcze kursu, w wielu miejscach bez problemu można taki kurs wykupić. Przykładowe ceny znajdziecie na stronach www.diveawayfiji.com lub www.padi.com.

Wideo

Galeria

Menu