Rejs po jeziorze Titicaca

Kamienny łuk na wyspie Taquile z widokiem na jezioro Titicaca.

Peru fascynuje krajobrazami. Jednego dnia jesteś nad oceanem, a następnego zachwycasz się górskimi szczytami. Po kilku dniach spędzonych w gorącej i wilgotnej dżungli wsiadasz na statek i pływasz po najwyżej położonym jeziorze żeglownym na świecie. A to tylko jeden z atutów jeziora Titicaca.

Puno, czyli znów wysoko

Podróżowanie po Peru, choć bardzo inspirujące i wciągające, to jednak potrafi trochę zmęczyć. Odległości między odwiedzanymi przez nas miejscami zwykle wymagały przynajmniej kilkugodzinnej jazdy autobusem i zwykle znacznie różniły się wysokością n.p.m. Z położonej nad oceanem Limy wyruszyliśmy na szlak śladami Inków (2500 – 3500 m.n.p.m.). Ze szczytów powędrowaliśmy do dżungli, położonej nisko na nizinach (180 m.n.p.m), żeby chwilę później znów wjechać na wysokość 3820 m.n.p.m., tym razem do Puno – drugiego najwyżej położonego miasta w Peru.

Panorama Puno z widokiem na jezioro Titicaca.
Panorama Puno

Puno jest malowniczo ulokowane – pomiędzy brzegiem jeziora Titicaca, a zboczami otaczających miasto gór. My jednak zwiedziliśmy miasto jedynie spacerując po centrum. Zmęczeni po podróży, nie do końca pewni czy na dobrze przeszło nam już zatrucie pokarmowe z dżungli, postanowiliśmy się nie forsować i dlatego nawet nie próbowaliśmy dotrzeć na żaden z wielu punktów widokowych na obrzeżach miasta. Nie żałujemy jednak, bo dzięki temu mieliśmy czas, żeby wczuć się w rytm miasta, poprzyglądać ludziom i nabrać sił.

Katedra na Plaza de Armas
Katedra na Plaza de Armas

Wśród zabytków wartych uwagi w Puno na pewno wspomnieć trzeba o Plaza de Armas. Duży plac otoczony jest ładnie odrestaurowanymi budynkami, z których najbardziej efektowna jest katedra pochodząca z czasów kolonialnych. Również spacerując wzdłuż głównego deptaku zobaczyć można wiele ciekawych kamienic, kościołów i od czasu do czasu sklepików z pamiątkami.

Naszym najciekawszym wspomnieniem z Puno była jednak kolacja w restauracji. W końcu, po ponad dwóch tygodniach od przyjazdu do Peru, udało nam się znaleźć danie, którego byliśmy bardzo ciekawi – pieczoną świnkę morską. Talerz oczywiście trafił do Patrycji – ona jest zawsze pierwsza do próbowania najdziwniejszych potraw.

Pieczona świnka morska
Pieczona świnka morska

Sposób podania niekoniecznie zachęcał do spróbowania, szczególnie jeśli ktoś kiedykolwiek miał świnkę morską jako domowego pupila (Patrycja miała w dzieciństwie 4 świnki). W końcu jednak trzeba było się przemóc. I tak zupełnie szczerze powiedziawszy to euforii żadnej nie było. Więcej trzeba było te małe kosteczki ssać niż obgryzać z mięsa, a samo mięso w smaku przypomina połączenie ryby i kurczaka. Swoją ciekawość zaspokoiliśmy i z tego powodu jesteśmy zadowoleni, ale nie mamy w planach jeść więcej świnek morskich.

Jezioro Titicaca

Niewątpliwie główną atrakcją turystyczną w regionie Puno jest jezioro Titicaca. To największe jezioro słodkowodne w Ameryce Południowej, znajdujące się na granicy Peru i Boliwii, jest najwyżej położonym jeziorem żeglownym na świecie. Co to znaczy? Pomimo że na świecie znaleźć można wiele jezior położonych powyżej 3812 m.n.pm. (wysokość, na jakiej znajduje się tafla jeziora), to jednak po żadnym z nich nie pływają duże statki o znaczeniu handlowym lub turystycznym.

Jezioro Titicaca
Jezioro Titicaca

Nazwa jeziora wzięła się z połączenia słów, które w dosłownym tłumaczenia z języka quechua oznaczają „titi„- pumę, a „caca” – zająca. Pumę goniąca zająca można spróbować dostrzec w kształcie jeziora, kiedy mapę obróci się o 180°. lake-titicaca-map

Według wierzeń Inków, na jednej z wysp jeziora, Wyspie Słońca, narodził się inkaski biały bóg Wirakocza oraz pierwsi Inkowie. Wyspa ta do tej pory jest miejscem świętym dla Indian Aymara i Quechua zamieszkujących Peru i Boliwię. Choć na Wyspę Słońca nie dotarliśmy, udało nam się zobaczyć kilka innych wysp na jeziorze Titicaca.

Wyspy Uros

Około 5 km od Puno znajdują się pierwsze wyspy Uros, sztucznie utworzonego archipelagu wysepek pływających na wodzie. Jest ich ponad 40, a każda zbudowana została ręcznie przez ludność Uru zamieszkującą jezioro Titicaca od pokoleń. Sami o sobie mówią, że to do nich należy jezioro, a płynąca w ich żyłach czarną krew, sprawia, że nie czują zimna. I choć obecnie nie mówią już w tradycyjnym języku Uru, ani nie praktykują wierzeń swoich przodków, to wciąż podtrzymuje niektóre tradycje, z których najważniejszą jest zamieszkiwanie pływających wysp.

Wyspy Uros - wyspa Purimita
Wyspy Uros – wyspa Purimita (galeria)

Wyspy Uros niezmiennie budowane z trzciny totora, która rośnie w jeziorze. Podstawa wyspy wykonana jest z bloków grubości 1-2 m. wycinanych ze splątanych korzeni totory. Bloki te łączy się ze sobą i kotwiczy za pomocą lin do dna jeziora. Na bloki układa się warstwami wysuszoną trzcinę, którą regularnie trzeba wymieniać. Z wysuszonej totory buduje się również domy, posłania do spania oraz tradycyjne łodzie. Świeża totora także ma szerokie zastosowanie na wyspach Uros, m.in.  w leczeniu ran, jako „szczoteczka” do czyszczenia zębów lub też po prostu do jedzenia – nazywa się ją wtedy wodnym bananem.

Rejs tradycyjną łodzią Uru
Rejs tradycyjną łodzią Uru

Turyści bardzo chętnie odwiedzają pływające wyspy, a mieszkańcy Uros starają się dodatkowo urozmaicić swoją „ofertę turystyczną”. Na wyspie można kupić wykonane ręcznie ozdoby i tkane narzuty, a o tradycjach Uru i konstrukcji wysp opowiedział nam jeden z mieszkańców. Na koniec naszej wizyty mieliśmy okazję popływać tradycyjną łodzią wykonaną z totory. Podczas tego krótkiego rejsu spróbowaliśmy wodnych bananów, a czas umilały nam dzieci, które przez cały czas śpiewały piosenki 🙂

Wyspy Uros - wyspa Purimita
Wyspy Uros – wyspa Purimita

Najbardziej nas uderzyło, że mimo iż tak wielu turystów dziennie odwiedza Uros, ich mieszkańcy wciąż prowadzą bardzo skromne życie. Na wysepce, na której mieszkają 3 rodziny znajdowała się jedna wspólna kuchnia polowa, jedno miejsce, które służyło za wspólną łazienkę i kilka maleńkich jednoizbowych chatek, w których znaleźć można było niewiele więcej poza posłaniem i ubraniami powieszonymi na ścianach. Jak się okazało później nie tylko mieszkańcy wysp Uros żyją tak skromnie.

Wyspa Amantani

Kolejną wyspą, którą odwiedziliśmy, była Amantani. Jest to największa wyspa po peruwiańskiej stronie jeziora Titicaca. Żyje na niej około 4000 mieszkańców, którzy w większości posługują się jedynie językiem quechua. Utrzymują się głównie z pracy w polu i rybołówstwa oraz częściowo z turystyki. Nie znajdzie się tutaj jednak samochodów ani hoteli, a w kilku maleńkich sklepikach można kupić jedynie najpotrzebniejsze artykuły. Turyści, którzy chcą spędzić na wyspie noc, spędzają ją u mieszkańców i nie można tu mówić o zbytnich wygodach. W niektórych domach nadal brakuje bieżącej wody, a prąd jeżeli już jest, to tylko przez kilka godzin dziennie – rozprowadzany jedną linią energetyczną, która daje prąd z generatorów.

Z rodziną Ernesto
Z rodziną Ernesto

Właśnie do takiego domu trafiliśmy – bez bieżącej wody i z prądem jedynie wieczorem, i to tylko przez chwilę. Wraz z Kariną i Richardem, turystami z Chile, zostaliśmy zaproszeni do rodziny Ernesto, która choć bardzo uboga, przyjęła nas życzliwie. Pokoje i posiłki były skromne, a po hiszpańsku mogliśmy troszkę porozmawiać jedynie z panem Ernesto, gdyż jego żona i córka używały tylko pojedynczych słów „kluczy”. Mimo tego cieszymy się, że przez ten krótki czas mieliśmy szansę bliżej poznać życie typowej rodziny z wyspy Amantani. Pokazało to nam jak niewiele trzeba mieć, żeby żyć spokojnie i szczęśliwie.

Po objedzie wybraliśmy się, żeby zobaczyć najważniejsze miejsca na wyspie. Są dwa wzgórza – Pachatata i Pachamamana których znajdują się ruiny świątyń o tych samych nazwach. Niegdyś czczono w nich matkę ziemię (Pachamama) i ojca ziemię (Pachatata), dziś jednak przez większość dni w roku są zamknięte. Wspięliśmy się na jedno ze wzgórz – Pachamamę – i był to pewnym sensie szczególny moment, bo wtedy po raz pierwszy stanęliśmy na szczycie powyżej 4000 m.n.p.m. A widok z góry zapierał dech w piersiach. Widać było stamtąd całą wyspę Amantani, piękną panorama jeziora Titicaca wraz z kilkoma okolicznymi wyspami, a w oddali brzeg Boliwii.

Pachamama
Pachamama

Wieczorem przyszedł czas na kolejny etap poznawania kultury mieszkańców wyspy. Od naszych gospodarzy dostaliśmy tradycyjne stroje – Patrycja w tkaną bluzkę, szeroką spódnicę i czarną narzutę z pięknymi haftowanymi wzorami, a Dawid w tradycyjne ponczo i w czapkę z pomponem.

Tradycyjne stroje na wyspie Amantani
Tradycyjne stroje na wyspie Amantani

Tak ubrani, podobnie jak inni turyści, zebraliśmy się w dużej sali, w której uczestniczyliśmy w tradycyjnych tańcach przy muzyce granej na żywo. Śmiechu przy tym było co nie miara, a przez szybkie tańce w rytm muzyki mało brakowało, a Patrycja zgubiłaby swoją narzutę. Wykończeni tym szaleństwem nie wytrwaliśmy do końca zabawy, wróciliśmy do domu gospodarzy i szybko poszliśmy spać.

Wyspa Taquile

Wczesnym rankiem następnego dnia popłynęliśmy na wyspę Taquile. Tę niewielką wyspę obejść można w ciągu mniej niż jednego dnia. I tak też zrobiliśmy. Z portu po jednej stronie wyspy przeszliśmy do portu po jej drugiej stronie, zatrzymując się wiele razy po drodze. Początkowo szliśmy wąską ścieżką między drzewami, kiedy jednak wspięliśmy się wyżej naszym oczom ukazał się widok jeszcze piękniejszy niż poprzedniego dnia. W słoneczny dzień spokojna tafla jeziora wyglądała niczym krystalicznie niebieskie lustro. Odbijały się w nim pojedyncze białe chmury na błękitnym niebe, a całość krajobrazu zamykały wzgórza otaczające jezioro. Dalej ścieżka prowadziła między soczyście zielonymi tarasami uprawnymi, wspinającymi się po zboczach, a od czasu do czasu mijaliśmy pojedyncze domy i kamienne łuki.

Wyspa Taquile
Wyspa Taquile

Tak doszliśmy do placu głównego na wyspie, w którym nie ma nic spektakularnego, jednak nie można odmówić mu uroku. Taras widokowy, kościół i kilka budynków, a wśród nich jeden, w którym można znaleźć największy powód do dumy Taquileńczyków. Wyspa Taquile znana jest przede wszystkim z wysokiej jakości wyrobów tekstylnych z wełny alpaki, które uznawane są za najlepsze w całej Ameryce Południowej. Tworzeniem tych małych dzieł sztuki zajmuje się niemal każdy mieszkaniec wyspy – mężczyźni, kobiety i dzieci. Kupić tu można najróżniejsze rzeczy – narzuty, ubrania, torebki i dodatki, wszystkie ręcznie tkane, bardzo kolorowe i ze wzorami opowiadającymi o lokalnym życiu.

Ubrania same w sobie są bardzo istotnym elementem kultury mieszkańców wyspy. Każdy ubiera się tutaj według ściśle określonych zasad. Mężczyźni zawsze noszą długie czarne spodnie, białe koszule i kolorowe pasy. Dodatkowo każdy mężczyzna nosi czapkę lub tzw. chullos, a kolor czapki, jej długość i wzór mówią o statusie matrymonialnym mężczyzny. Zamężny mężczyzna zawsze nosi czerwoną lub kolorową czapkę, natomiast kawalerzy i chłopcy noszą biało-czerwone długie chullos.

Dziewczynka w tradycyjnym stroju wyspy Taquile
Dziewczynka w tradycyjnym stroju wyspy Taquile

Podobnie się ma sprawa w przypadku kobiet. Tradycyjnie każda kobieta nosi spódnicę z halkami, haftowaną koszulę oraz szeroki ozdobny szal będący nakryciem głowy. Ubrania te różnią się jednak kolorami. Zamężne kobiety noszą jedynie czarne spódnice z niewielką ilością halek, a panny i dziewczynki ubierają kolorowe sukienki z wieloma halkami. Tradycyjnie również po pierwsze rocznicy ślubu kobiety dają swoim mężom w prezencie pas z wplecionymi weń swoimi włosami, jako symbol nierozerwalności małżeństwa.

Co ciekawe, mieszkańcy wyspy Taquile nie uznają rozwodów. Przed ślubem każda para mieszka ze sobą dwa lata, żeby sprawdzić czy potrafią ze sobą żyć. Jeśli wszystko układa się dobrze pobierają się, jeżeli jednak układa się nie najlepiej rozchodzą się i szukają nowych partnerów. A gdyby z takiego nieudanego związku urodziły się dzieci – po rozstaniu syn zostanie z ojcem, a córka z matką.

Wyspa Taquile
Wyspa Taquile

Wszystkich tych ciekawostek o kulturze i tradycjach Taquileńczyków słuchaliśmy podczas obiadu w jednym z domów. Po obiedzie ruszyliśmy w dalszą drogę, do drugiego portu, z którego odpływał nasz statek. Do Puno wróciliśmy późnym popołudniem bardzo zadowoleni z tego dwudniowego rejsu po jeziorze Titicaca.

Przydatne informacje:

  • W wyższych partiach obrzeży Puno znajduje się kilka punktów widokowych, z których podziwiać można panoramę i jeziora Titicaca. Hiking po wzgórzach otaczających Puno może być bardzo urokliwy, ale zdecydowanie nie poleca się turystom samotnego spacerowania po obrzeżach miasta, gdyż można stać się ofiarą napaści rabunkowej. Jeśli więc planuje się wspinaczkę, zdecydowanie bardziej rekomendowane jest wziąć busa colectivo do miejscowości Chuciuto (około 19km od Puno) i stamtąd zacząć hiking. Koszt takiego busa to 1-2 PEN (0.3-0.6USD/1.25-2.50PLN).
  • W wielu biurach podróży w samym Puno również można znaleźć mnóstwo ofert jednodniowych wycieczek objazdowych po okolicy uwzględniające różne punkty widokowe. Ceny oczywiście są uzależnione od długości wyjazdu i ilości odwiedzanych miejsc.
  • My skorzystaliśmy z oferty rejsu po jeziorze Titicaca wraz z odwiedzeniem wysp. Dwudniowa wycieczka po wyspach Uros, Amantani i Taquile, wraz z noclegiem i częściowym wyżywieniem, kosztowała nas 95PEN (27USD/117PLN) za osobę. Cena początkowo była wyższa, ale udało nam się stargować. Nie pamiętamy jak nazywało się biuro podróży, z którego skorzystaliśmy, ale prawda jest taka, że wszędzie ceny są podobne i zawsze też można próbować negocjować. Wystarczy więc wejść do któregokolwiek z nich wybrać wycieczkę jaka nas interesuje – wycieczki mogą być różnej długości i odwiedzać różne wyspy.
  • Innym rozwiązaniem jest również pójście do portu i na miejscu ustalenie ceny z którymkolwiek niezrzeszonym przewoźnikiem. W taki sposób można oszczędzić kilka PEN, jeżeli chce się np. odwiedzić tylko jedną wyspę.
  • Na wyspę Taquile można również dopłynąć kajakiem z miejscowości Llachon, wycieczką zorganizowaną lub samemu wynajmując kajaki.
  • Zarówno na wyspie Amantani jak i Taquile można zostać na noc, wynajmując pokój u mieszkańców wyspy. Zwykle cena takiego noclegu to 10PEN (3USD/12PLN). Dodatkowo płatne są posiłki, również około 10PEN. Decydując się na taki nocleg trzeba jednak pamiętać, że prawdopodobnie nie będziemy mieć dostępu do bieżącej wody (o ciepłej wodzie nie wspominając), a do prądu w bardzo ograniczonym przedziale czasowym.

Wideo

Galeria

Menu