Owocowe smaki w Peru

Targowisko San Camilo w Areguipie, alejka w części z owocami i warzywami.

Jednym z naszych zwyczajów w Peru stało się odwiedzanie lokalnych targowisk. W Arequipie, zamiast naszego standardowego koktajlu owocowego wybraliśmy świeże, egzotyczne dla nas owoce. Postanowiliśmy sprawdzić jak smakuje kilka z nich 😉

Ponieważ nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać, zdaliśmy się na sugestie sprzedawcy. Wskazał nam, które owoce będą miały najciekawsze i najbardziej charakterystyczne smaki, a inne odradził, bo przed zjedzeniem wymagałyby obróbki termicznej. W końcu wybraliśmy te, które najbardziej nas zainteresowały – zaciekawiły wyglądem albo zapachem i dodatkowo takie, które moglibyśmy porównać z dobrze nam znanymi smakami.

Owoce kupione na targu w Arequipie: Chirimoya, Granadilla, Tumbo, Pakay, Platanos, Lima dulce, Mandarina, Tuna, Pepino dulce, Aguaymanto.
Górny rząd (od lewej): cherimoya, granadilla, tumbo, pacay
Środkowy rząd (od lewej): platanos, lima dulce, mandarina, tuna, pepino dulce
Najniżej: aguaymanto

W naszej torbie znalazły się cherimoya, granadilla, tumbo, pacay, platanos, lima dulce, mandarina, tuna, pepino dulce i aguaymanto. Za całość zapłaciliśmy 22PEN (6,50USD/27PLN). A oto nasze wrażenia 🙂

Cherimoya

Cherimoya, czyli po polsku flaszowiec peruwiański, jest jednym z najpopularniejszych smaków w Peru. Owoc można znaleźć na każdym targowisku, a w sklepach i lodziarniach dostać również można słodycze o smaku cherimoyi.

Okrągły i zielony owoc z wyglądu troszkę przypomina mocno przerośniętą szyszkę chmielu. W niczym jednak w chmielu nie przypomina.

Skórka owocu jest niejadalna, ale bardzo łatwa do rozcięcia i zdjęcia. Już podczas rozcinania poczuliśmy bardzo intensywny, słodki i lekko mleczny zapach.

Przekrojony owoc chirimoyi.
Cherimoya

Miąższ jest gładki i świecący, soczysty i wręcz lepki, o bardzo lekkiej konsystencji. Ma też duże czarne pestki, które są niejadalne.

Intensywny zapach i delikatna struktura idealnie pasują do smaku owocu. Wręcz rozpływa się w ustach, jest przesłodki i pyszny. Nam troszkę przypominał połączenie bardzo słodkiej gruszki i delikatnego banana. Jeśli gdzieś w Polsce albo podczas podróży znajdziemy ten owoc zdecydowanie się na niego skusimy.

Granadilla

Granadilla należy do rodziny passiflora, czyli męczennic, których owoce są ogólnie nazywane passion fruit. Do tej rodziny należy również powszechnie znana marakuja. Stąd też bardzo duże podobieństwo granadilli zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz.

Owoc jest tak soczysty, że podczas krojenia Patrycja miała całe ręce w soku.

Przekrojony owoc granadilli.
Granadilla

Dość gruba, niejadalna skóra otacza drobne cząstki, podobne do cząstek owocu granatu. W granadilli są one bardzo miękkie i delikatne, prawie bezbarwne i mają ciemne, chrupkie pestki. Od razu wiadomym było, że najwygodniej będzie jeść owoc łyżeczką.

Po spróbowaniu obydwojgu nam jako pierwszy przyszedł na myśl agrest – nie za słodki, ale bardzo delikatny i rozwodniony, jakby obrany ze skórki. I o ile granadilla niespecjalnie nam przypasowała, żeby jeść ją samą, o tyle zdecydowanie passion fruit stał się naszym ulubionym składnikiem w sokach i koktajlach owocowych.

Tumbo

Kolejnym owocem na naszym stole było tumbo – inny owoc z rodziny passiflora. Podłużne, żółtawe tuby o miękkiej skórce i długości kilkunastu centymetrów z wyglądu przypominały krótkie banany – i stąd zapewne angielska potoczna nazwa tego owocu, czyli banana passionfruit. Jednak wnętrze nie przypominało banana w ogóle.

Przekrojony owoc kaktusa - tumbo.
Tumbo

Podobnie jak zjedzona chwilę wcześniej granadilla, czy też znany nam owoc granatu, tumbo również ma charakterystyczne cząstki. Są lekko pomarańczowe, dużo bardziej zwarte niż w granadilli i również pestki wewnątrz cząstek są znacznie bardziej chrupkie. Można je wyjmować pojedynczo i jeść nie brudząc palców sokiem.

Smak tumbo był kwaśny i trochę przypominał nam niedojrzały granat – jest to smak bardzo zbliżony do marakui, jednak jeszcze bardziej kwaskowaty. Świetnie sprawdza się w koktajlach owocowych dla równowagi.

Pacay

Kiedy na targowisku zobaczyliśmy pacay, myśleliśmy że między owocami ktoś przez przypadek położył worek ze strąkami bobu. Jednak sprzedawca namawiał nas, żebyśmy koniecznie spróbowali. Długie zielone strąki skrywają ciekawe wnętrze, które dość nas zaskoczyło.

Otwarty owoc pakay.
Pacay

Wnętrze dość twardej skóry owocu wypełniają białe, lekko przezroczyste kulki, przypominające bawełnę lub watę. Są bardzo miękkie i delikatne, ale przy tym wilgotne od soku. Wewnątrz każdej z tych kulek znajduje się duża pestka.

 

Pestka pakay.
Pestka pacay

Owoc nie pachnie – ani skórka, ani wnętrze. Sam miąższ jest bardzo delikatny w smaku i konsystencji. Całość ciężko przyrównać do jakiegokolwiek smaku powszechnie znanego. Nas akurat szczególnie nie zachwycił, dlatego pozostałe dwa zakupione przez nas owoce pacay oddaliśmy innym spotkanym turystom (i im smakowało).

Platanos

Platanos, to po prostu hiszpańska nazwa bananów. Wyglądem przypominają banany dostępne w naszych warzywniakach. Są jednak znacznie krótsze i ciut grubsze. Mają bardzo cienką skórę, na której dużo szybciej robią się czarne plamy.

Platano, czyli banan.
Platano, czyli banan

Konsystencja owocu jest dużo bardziej zwarta i gęstsza niż w „naszych” bananach. W smaku platanos również są dużo bardziej „bananowe” i sycące, dlatego stały się najczęściej przez nas kupowanymi owocami w Peru. Co ważne – czarne plamy na skórkach dojrzałych bananów w ogóle nie wpływają na jakość owocu – w przeciwieństwie do tego, co znamy z bananów dostępnych na naszym rynku. Platanos cały czas pozostają bardzo smaczne, mają intensywny smak i zwartą konsystencje.

Lima dulce

Lima dulce to nic innego jak słodkie cytryny. Wyglądają i pachną dokładnie tak samo jak „tradycyjne” cytryny – żółte, okrągłe o kwaskowym zapachu.

Przekrojona lima dulce, czyli słodka cytryna.
Lima dulce, czyli słodka cytryna

Konsystencję miąższu również mają niemal identyczną. Zaskoczenie jednak przyszło w chwili spróbowania owocu. Lima dulce jest w smaku słodkawa, a nawet przypomina smak mandarynki z lekko cytrynowym posmakiem. Brakuje jej kwasoty i goryczki, której się spodziewaliśmy po jej wyglądzie, ale uważamy to za bardzo duży plus.

Owoc bardzo nam smakował i zgodnie stwierdziliśmy, że byłby z niego dobry sok.

Mandarinas

Mandarinas, czyli po naszemu mandarynki. Znów – wygląda jak mandarynka, pachnie jak mandarynka… i też smakuje jak mandarynka.

Mandarina, czyli mandarynka.
Mandarina, czyli mandarynka

W smaku bardzo słodka i soczysta, ale po zjedzonej chwilę wcześniej słodkiej cytrynie była dla nas odrobinę… za kwaśna. Owoc smaczny z jednym tylko minusem – ma za dużo pestek!

Tuna

Tuna jest owocem opuncji – był to pierwszy owoc kaktusa jaki kiedykolwiek jedliśmy (a zupełnie szczerze to nawet nie wiedzieliśmy, że kaktusy mają owoce). Z wyglądu przypomina kawałek kaktusa obrany z igieł. Do tego jest lekko podłużny, o delikatnie fioletowo-bordowym kolorze skórki.

Przekrojony owoc kaktusa - tuna.
Tuna

Po przekrojeniu oczom ukazuje się intensywnie bordowe wnętrze, o zwartej, ale bardzo delikatnej konsystencji, podobnej do arbuza. W miąższu pełno jest maleńkich czarnych pestek – jadalnych, ale lekko twardawych.

W smaku tuna przypominała nam połączenie arbuza i żółtego melona. Owoc nie jest za bardzo słodki, ale też nie jest cierpki ani mdły – zdecydowanie jest to jeden z naszych ulubionych owoców, jakich spróbowaliśmy w trakcie całej podróży.

Pepino dulce

Pepino po hiszpańsku to ogórek. Jeśli więc chce się kupić owoc a nie warzywo, koniecznie trzeba dodać słowo dulce, czyli hiszp. słodki. Polska nazwa owocu nie ma nic wspólnego z ogórkami, a raczej zdradza jaki ma posmak – psianka melonowa.

Owoc jest wielkości dużej nektarynki albo jabłka, koloru żółtego z delikatnie czerwonym przebarwieniem w na skórce.

Przekrojony owoc pepino dulce.
Pepino dulce

Po przekrojeniu intensywnie żółty kolor i smakowity zapach od razu zachęcają do zjedzenia. Pepino dulce jest bardzo soczysty i słodki, a konsystencją i smakiem idealnie przypomina melona.

Jeśli więc ktoś lubi melony, to jest idealna porcja „na raz” 🙂 Pepino szczególnie zasmakował Patrycji. Od tej pory jeśli tylko go znalazła w sklepiku czy na targowisku, za każdym razem go kupowała.

Aguaymanto

Ten owoc widzieliśmy kilka razy w sklepach w Polsce i nie tylko, ale nigdy wcześniej go nie spróbowaliśmy. W Peru aguaymanto nazywane też jest peruwiańską wiśnią lub inkaską jagodą. Polska nazwa tego owocu to miechunka peruwiańska, lecz na sklepowych pólkach znajdziecie go zwykle pod etykietką physalis.

Na pierwszy rzut oka owoc wygląda jak sucha skorupka, przypominającą nieco zasuszony kwiat albo abażur. Jadalna część owocu schowana jest w jego środku. Ta jest intensywnie pomarańczowa, wielkości dużej czereśni.

Aguaymanto.
Aguaymanto

W smaku Patrycji przypominał kwaśny agrest, a Dawidowi połączenie agrestu i porzeczki. Nie zachwyciło nas na tyle byśmy zostali fanami aguaymanto.

Nasze wrażenia

Kiedy na koniec zapytaliśmy siebie wzajemnie o wrażenia i co nam najbardziej smakowało. Każde miało swoje typy.

Dawid stwierdził, że ciężko powiedzieć. Wszystkie owoce były jakieś dziwne, ale owoc opuncji zdecydowanie zjadłby jeszcze raz. Fajny, letni smak, lekko wodnisty miks arbuza i melona. Pozostałe owoce były albo za słodkie, albo zbyt kwaśne. Innym znów razem bez jakiegoś wyrazistego smaku – jak np. pacay.

Podobne odczucia względem pacay miała Patrycja. Również tumbo niekoniecznie jej przypasował, ale za to bardzo posmakowało pepino dulce i cherimoya – bardzo fajne i charakterystyczne smaki.

I tak, jak wspomnieliśmy na początku – za siatkę owoców na targowisku San Camilo w Arequipie zapłaciliśmy 22PEN, czyli jakieś 27PLN (6,50USD). Uważamy, że były to dobrze wydane pieniądze, bo dostarczyły nam bardzo ciekawych wrażeń smakowych i zupełnie nowych doświadczeń 😉 I każdego do takich eksperymentów zachęcamy!

Wideo

  • Okiem Alexa

    Owocowa uczta! Super:D
    Ja mogłabym odżywiać się głównie owocami więc trochę zazdroszczę ;p

    • Oj, były smaczne!
      W niektórych marketach (m.in. Selgros czy Makro) jest dość obszerny dział z owocami, gdzie można znaleźć też kilka z tych egzotycznych. Następnym razem na zakupach my na pewno odwiedzimy ten dział i Ciebie też zachęcamy 😉

      • Okiem Alexa

        Jestem stałym bywalcem działów z owocami w marketach. Coraz częściej zdarzają się tam owoce z rożnych stron świata. Choć nie da się ukryć że niektóre najlepiej smakują na miejscu 😉

Menu