Na szlaku w kanionie Colca

Widok na Kanion Colca ze szlaku.

Dostojne kondory, zapierające dech w piersiach krajobrazy i jeden z najbardziej wyczerpujących górskich szlaków, jakie do tej pory przemierzyliśmy. Tak najkrócej moglibyśmy opisać Kanion Colca, jeden z najgłębszych kanionów na świecie. 

Tym razem musi się udać

Nasz czas w Peru nieuchronnie zbliżał się do końca. Mieliśmy jednak  na swojej liście jeszcze kilka miejsc, które bardzo chcieliśmy odwiedzić. Wśród nich był Kanion Colca. Jest to jeden z najgłębszych kanionów na świecie, w którego odkrywanie swój wkład miała grupa Polaków.

W 1981 roku, pod przewodnictwem Jerzego Majchrzyka, zorganizowana została wyprawa kajakowo-pontonowa, której celem było przepłynięcie rzeką Cabanaconde przez cały kanion. Pomimo trudności przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem, za co kilka lat później wpisano je do Księgi Rekordów Guinnessa.

Na szlaku w kanionie Colca
Na szlaku w kanionie Colca

Kanion Colca jest ponad dwa razy głębszy od Wielkiego Kanionu w Stanach Zjednoczonych. Wielki Kanion zrobił na nas ogromne wrażenie, jednak nie mieliśmy wtedy wystarczająco dużo czasu, żeby wybrać się na szlak. Dlatego tym razem nie mogliśmy przepuść okazji. Żądni niezapomnianej trasy, chyba nie do końca świadomi jak wielki będzie to dla nas wysiłek, wybraliśmy się w podróż do Kanionu Colca.

Kto w środku nocy wstaje…

Arequipa była ostatnim miejscem, z którego mogliśmy pozwolić sobie na wyprawę do kanionu. Początkowo chcieliśmy zorganizować wszystko samodzielnie, ale ciągła „spina”, żeby wszędzie zdążyć na czas, strasznie nas zaczęła męczyć. Dlatego zdecydowaliśmy się wykupić wycieczkę zorganizowaną z przewodnikiem, w biurze podróży zaprzyjaźnionym z naszym hostelem i w cenie bardzo przystępnej jak za ilość atrakcji objętych programem.

Minibus od godziny 3:00 w nocy miał krążyć po hostelach, z których odbierał turystów. W naszym, La Casa de Chamo, miał być około 3:30. Kiedy o 4:45 jeszcze go nie było, byliśmy już na prawdę zdenerwowani. Już chcieliśmy zrezygnować, poprosić o zwrot pieniędzy i pójść do pokoju, żeby się wyspać… i wtedy usłyszeliśmy klakson. Rozdrażnieni i zmęczeni czekaniem, ale też czując ulgę, zajęliśmy dwa ostatnie miejsca w ciasnym busiku i w końcu ruszyliśmy w drogę.

Cruz del Condor

Nie licząc dwóch krótkich przystanków – na śniadanie i na kupno biletów wstępu do kanionu – pierwszym ciekawym punktem naszej podróży był punkt widokowy Cruz del Condor. Położony 1200 metrów ponad dnem kanionu, jest idealnym miejscem, aby podziwiać majestatyczne kondory szybujące nad przepastnymi dolinami.

Punkt widokowy Cruz del Condor
Punkt widokowy Cruz del Condor

Kondory wielkie są największymi ptakami na świecie. Często nazywane wiecznymi ptakami, ze względu na długość życia, która średnio wynosi 60-70 lat. Objęte są ścisłą ochroną, gdyż grozi im wyginięcie.

Niestety, pomimo prawie godzinnego wypatrywania, tym razem nie udało nam się zobaczyć ani jednego z nich. Widocznie pod koniec listopada, o 9:00 rano powietrze jest jeszcze zbyt chłodne, by kondory mogły swobodnie szybować. Nie mogliśmy jednak dłużej czekać, bo taki już urok wycieczek zorganizowanych – żeby zrobić i zobaczyć wszystko, musimy trzymać się planu godzinowego wycieczki.

Na szlaku

Z Cruz del Condor ruszyliśmy busem w stronę Cabanaconde. Nie dojechaliśmy jednak do samego miasta – kierowca wysadził nas na wzgórzu kawałek wcześniej, niedaleko punktu widokowego San Miguel. Stąd około godziny 10:15 ruszyliśmy w trasę do Oazy Sangalle, która była naszym celem tego dnia.

Na szlaku w kanionie Colca
Na szlaku w kanionie Colca

Dopiero kiedy wyszliśmy na szlak mogliśmy na spokojnie przyjrzeć się widokom, zachwycić krajobrazami i spróbować objąć wzrokiem potęgę kanionu Colca. Nie da się w prostych słowach opisać jak wielkie wrażenie robi kanion oglądany z różnych perspektyw – kiedy schodzi się w dół, a później znów wspina pod górę. Jak bardzo mylne jest wrażenie, że cel jest tak bliski, bo przecież cały czas się go widzi… A jednak po dwóch ponad godzinach jest się dopiero na moście nad rzeką Cabanaconde i do końca jeszcze daleka droga.

Na szlaku w kanionie Colca
Na szlaku w kanionie Colca

Wiele razy zatrzymywaliśmy się żeby patrzeć na kanion, czasem zrobić zdjęcia lub po prostu odpocząć. Na początku towarzyszył nam również pies. Leżał taki samotny na kamieniu, gdzieś w połowie wysokości kanionu, i skomlał. Zawołaliśmy go, żeby poszedł z nami i towarzyszył nam aż do rzeki. Nazwaliśmy go nawet Rodrigo – idealnie do niego to imię pasowało i – co zabawne – reagował na nie.

 Rodrigo, nasz towarzysz na szlaku w kanionie Colca
Rodrigo, nasz towarzysz na szlaku w kanionie Colca

Cała trasa do oazy zajęła nam tego dnia troszkę ponad 6 godzin. Po drodze minęliśmy trzy wioski, a w jednej z nich zjedliśmy lunch. Część osób, która wykupiła dłuższą wycieczkę, zostawała tutaj na noc. Kiedy w końcu i my dotarliśmy do oazy byliśmy dużo bardziej niż szczęśliwi!

Sangalle – oaza spokoju

Choć domki (duże słowo) były niewielkie, zupełnie bez prądu i z oknami zasłoniętymi na stałe, a prócz łóżka nie było w nich nic więcej, z ulgą zrzuciliśmy w nich nasze plecaki. Choć toalety i prysznice pozostawiały wiele do życzenia, tym razem nie przeszkadzała nam tylko zimna woda i brak światła. Za to duży basen z radośnie tryskającymi fontannami był dosłownie spełnieniem marzeń o relaksie po tak męczącym dniu.

Oaza Sangalle w kanione Colca
Oaza Sangalle w kanione Colca

Kąpiel, piwko, miłe rozmowy z innymi turystami i nawet zjadliwa kolacja „a’la spaghetti” 🙂 Tak minęła nam reszta popołudnia i wieczór – pod znakiem odpoczynku i relaksu przed poranną wspinaczką, która nas czekała już o świcie.

Intensywny dzień drugi

W trasę powrotną wyruszaliśmy wcześnie rano, około 4:30. Nasz przewodnik-żartowniś zapewniał wszystkich, że mamy do pokonania raptem 500 m podejścia i każdy będzie szedł w swoim tempie. Faktycznie było to 1300m, ich pokonanie nam zajęło 3 godziny. Byliśmy tak zmęczeni, że nawet aparatów nie chciało się nam wyjmować i robić zdjęć. Były też momenty, kiedy myślimy, że za chwilę któreś z nas wyzionie ducha… Ale udało się nam! I nie da się opowiedzieć, jak wielką czuliśmy satysfakcję stojąc na punkcie widokowym na końcu podejścia.

Kondor na kanionem Colca
Kondor na kanionem Colca

Kiedy już wszyscy z naszej grupy dotarli na szczyt i złapali oddech po wspinaczce, ścieżkami między polami ruszyliśmy do wioski, w której w jednym z hosteli mieliśmy śniadanie. Po śniadaniu bus już czekał, żeby ruszyć w drogę do pozostałych atrakcji. To właśnie jadąc busem zobaczyliśmy pierwszego kondora szybującego nad kanionem Colca. Niesamowity widok! Co prawda chwilę później odleciał, ale kiedy dotarliśmy do następnego punktu widokowego nad naszymi głowami przeleciał drugi kondor. Tego mogliśmy podziwiać znacznie dłużej i mieliśmy w tym niewątpliwą przyjemność.

Pola uprawne w dolinie Colci
Pola uprawne w dolinie Colci

Kolejnym odwiedzonym miejscem były naturalne gorące źródła La Calera, niedaleko miejscowości Chivay. My nie mieliśmy ochoty w gorący dzień wygrzewać się w gorącej wodzie, dlatego nie skorzystaliśmy. Stamtąd, w drodze na obiad, przejechaliśmy przez jakąś wioskę, prawdopodobnie Yamgue, o której przewodnik powiedział, że ma „piękny kościół”. Musieliśmy uwierzyć mu na słowo, bo nasze zwiedzanie ograniczyło się jedynie do okrążenia placu głównego, bez wysiadania z busa 🙂

Punkt widokowy na wulkany
Punkt widokowy na wulkany

Ostatnim odwiedzonym przez nas tego dnia miejscem był punkt widokowy na wulkany i pasmo gór wulkanicznych w Andach centralnych. Znajdujący się na wysokości 4910 m.n.p.m. mirador stał się najwyższym miejscem na ziemi, na którym do tej pory stanęły nasze stopy 😉 Porządnie tutaj zmarzliśmy, bo jednak wysokość swoje robi… Ale było warto, bo widok na wulkany, w tym aktywny Sabancayo, robi duże wrażenie.

Wikunia andyjska
Wikunia andyjska

Miłym „dodatkiem” w drodze powrotnej do Arequipy była możliwość zobaczenia wikunii andyjskich i zrobienia im zdjęć. Te żyjące dziko zwierzęta spokrewnione są z lamami i powszechnie uznaje się, że to od nich pochodzą udomowione alpaki. Dla tak niewprawnego oka jak nasze ciężko było wyłapać różnice między wikuniami a alpakami. Fajnie jest jednak mieć świadomość, że widziało się na żywo dzikie zwierzęta, których podobizna widnieje na herbie narodowym Peru.

 

Przydatne informacje:

  • Nasz trekking w kanionie Colca zorganizowany był w całości przez biuro podróży. Nie znamy nazwy tego biura, ponieważ wszystko zorganizowane było przez Chamo, właściciela hostelu, w którym się zatrzymaliśmy w Arequipie. Za całość zapłaciliśmy 260 PEN za dwie osoby (77USD lub 323,45PLN). W cenie uwzględnione były przejazdy, nocleg i dwudniowe wyżywienie oraz przewodnik. Była to najbardziej korzystna oferta ze wszystkich, jakie widzieliśmy.
  • Taką wyprawę jak nasza oraz w wielu innych opcjach ma w swojej ofercie wiele biur podróży w Arequipie, Puno, Chivay (największe miasto w dolinie Colca) czy Cabanaconde (miasteczko znajdujące się najbliżej kanionu). Zwykle ceny uzależnione są od rodzaju i długości wycieczki. Przykładowe wycieczki oraz mnóstwo ciekawych informacji na temat kanionu znaleźć można na stronie hostelu Pachamama Home z Cabanaconde.
  • Treking po kanionie można również zorganizować samemu. Wystarczy dojechać do Cabanaconde lokalnym autobusem i stamtąd ruszyć w trasę. Tak właśnie zrobili jedni z naszych ulubionych podróżników, których przygody chętnie śledzimy – TropiMy Przygody. Zachęcamy Was do zapoznania się z ich relacją z wyprawy do kanionu – Jak zorganizować trekking w kanionie Colca?
  • Mapę kanionu z zaznaczonymi szlakami trekingowymi znajdziecie tutaj.
  • Bilet wstępu do kanionu Colca kosztuje 70PEN (21USD lub 85PLN). Warto o tym pamiętać, gdyż organizując wyprawę samodzielnie bilet trzeba będzie nabyć przed wyruszeniem na szlak – w hostelu lub w punkcie kontrolnym niedaleko punktów widokowych na trasie autobusu.
  • Drogę powrotną z oazy można przejechać na osiołku. Jest to dobra (bo raczej nie wygodna) opcja dla osób, które zwątpią w swoje siły widząc przed sobą niemalże pionową ścianę kanionu. Ilekroć robiliśmy krótką przerwę, to zza zakrętu wyłaniał się poganiacz z osiołkami, który z demotywującym nas wzrokiem proponował podwózkę na szczyt.
  • I jeszcze dla osób zaciekawionych gorącymi źródłami koło Chivay – bilet wstępu na baseny termalne La Calera kosztuje 15PEN (4,5USD lub 18,50PLN). Nie ma niestety biletów ulgowych.

Wideo

Galeria

  • Halo tu Lucas

    Dział „Przydatne informacje” jak zwykle na topie! Dzięki również za link do TropiMy Przygody, nie znałem, a już widzę, że również bardzo się przyda!

    • Dzięki! Staramy się dzielić naszymi doświadczeniami praktycznymi wierząc, że komuś mogą się przydać – my zawsze informacji o różnych miejscach szukamy na blogach 🙂

      A TropiMy Przygody to jedni z naszych ulubionych podróżników. Polecamy nie tylko ich przygody w Peru/Ameryce Południowej – spędzili również dużo czasu w Nowej Zelandii, a niedługo przenoszą się do Kanady. Dużo praktycznych informacji znajdziesz na ich blogu.

Menu