Złe dobrego początki w San Francisco

Most Golden Gate

W Stanach Zjednoczonych jest kilka takich miejsc, które nie sposób pomylić z żadnym innym. Jednym z takich charakterystycznych punktów jest San Francisco. Po kilku spokojnych dniach w Nevadzie postanowiliśmy odwiedzić miasto nazwane stolicą Doliny Krzemowej.

Pierwsze wrażenie

Mateusz, którego poznaliśmy w Reno, wraz z żoną wybierali się na urlop nad wybrzeże. Wiedząc jakie są nasze plany zaproponowali nam „podwózkę”. Dzięki temu, bez tłuczenia się w autobusie, w miłym towarzystwie dotarliśmy do obrzeży San Francisco. Stamtąd bezpośrednio metrem przejechaliśmy do samego centrum.

Na Market Street byliśmy jeszcze przed południem, mieliśmy więc trochę czasu do powrotu z pracy naszego gospodarza z Couchsurfingu. Dzień był dość ciepły i słoneczny postanowiliśmy więc sprawdzić, jak dotrzeć do mieszkania Davida. Jeden blok – 3 bezdomnych śpiących pod ścianą, drugi blok – 2 bezdomnych i 3 kolesi przyglądających się nam dość intensywnie, trzeci blok – 2 bezdomnych i dziwak krzyczący coś sam do siebie, 4 blok – 3 bezdomnych i facet spacerujący po ulicy w spódnicy, staniku i kapturze od kurtki puchowej na głowie. A do mieszkania Davida jeszcze 8 bloków. Kurde… gdzie my jesteśmy?! Może jednak pójdziemy posiedzieć sobie do jakiegoś parku?

Bezdomni na ulicach San Francisco.
Bezdomni na ulicach San Francisco

Najbliższy park jest przy Eddy i Jones Street. Poszliśmy… i okolica w ogóle nie była lepsza! Jeszcze więcej bezdomnych, jeszcze więcej dziwaków i jeszcze więcej podejrzanych typków, przechodząc obok których z całym naszym dobytkiem na plecach czuliśmy się bardzo nieswojo. Później dopiero znaleźliśmy w internecie informację, że okolica w której się znajdowaliśmy, Tenderloin, to osiedle o jednym z najwyższych w San Francisco współczynników przestępczości i liczbie bezdomnych. Co więcej, w następstwie zmian w przepisach dotyczących leczenia osób chorych psychicznie, w latach 70-tych XX wieku wielu chorych pacjentów zostało zwolnionych ze szpitali. Nie mając dokąd się udać, zamieszkali w okolicach centrum miasta, w tym również w Tenderloin.

Jak szybko przyszliśmy do parku, tak szybko się z niego wynieśliśmy. Resztę popołudnia spędziliśmy w miejscach gdzie była obecna policja (m.in. w restauracji, do której weszliśmy coś zjeść, zamiast ochroniarza był policjant) i w bibliotece. Pierwsze wrażenie San Francisco w ogóle nas nie zachęciło do dalszego zwiedzania. Czasem warto jednak dać szansę na drugie wrażenie, a to wypadło już znacznie lepiej od pierwszego 😉

Lwy na wybrzeżu

Co jest najlepsze w zwiedzaniu San Francisco? Jeśli nie przepadasz się za zwiedzaniem muzeów, niemal wszystkie najciekawsze miejsca w mieście zobaczyć można zupełnie za darmo! Nam się to bardzo spodobało!

Zabytkowy tramwaj i znak Fisherman's Wharf.
Fisherman’s Wharf

Nasze zwiedzanie miasta zaczęliśmy od Fisherman’s Wharf i Pier 39. Dzielnica, w której na początku osiedlali się głównie włoscy imigranci zajmujący się połowem ryb, obecnie jest trzecią najpopularniejszą atrakcją turystyczną w Stanach Zjednoczonych. Znaleźć tu można przede wszystkim mnóstwo sklepów i restauracji ze najróżniejszymi daniami ze świeżych owoców morza. Oprócz tego można stracić trochę czasu w muzeum automatów do gier, z których część zdecydowanie zaliczyć można do zabytków oraz nauczyć się czegoś ciekawego o ssakach morskich w centrum informacyjnym Marine Mammal Center, oceanarium Aquarium of the Bay, albo zwiedzić wnętrza statków służących w Armii Stanów Zjednoczonych podczas II Wojny Światowej.

Turyści oglądający lwy morskie na brzegu Pier 39 w San Francisco.
Lwy morskie na brzegu Pier 39

Jedną z najbardziej znanych atrakcji Fisherman’s Wharf są uchatki kalifornijskie, które mieszkają w tej okolicy i bardzo często odpoczywają na deskach mariny przylegającej do molo. Nie jest to co prawda najprzyjemniejsze doznanie dla zmysłu węchu (nie ma co ukrywać – marina po prostu śmierdzi), ale miło popatrzeć na zwierzęta, które zwykle zobaczyć można jedynie w ZOO.

Z molo Pier 39 wyruszyć również można w rejs na słynną wyspę Alcatraz, która w latach 1934-1963 była jednym z najlepiej strzeżonych więzień o zaostrzonym rygorze w USA. To tutaj swoją karę odbywał m.in. Al Capone, a znajdujących się w więzieniu 1500 skazanych pilnowało 500 strażników.

Moczenie stóp w Pacyfiku i wizytówka San Francisco

Kolejnego dnia wybraliśmy się na plażę Ocean Beach. Zimna woda i silne prądy wody zdecydowanie nie zachęciły nas do kąpieli, a po zamoczeniu stóp mięliśmy wrażenie, że jesteśmy na sesji kuracji kriogenicznej. Jak większość osób na plaży, zdecydowaliśmy zostać na brzegu, wygrzewając się w promieniach słońca i ciesząc pięknymi okolicznościami natury. Znalazło się jednak kilku serferów, którym zimna woda nie przeszkadzała, dzięki czemu mogliśmy popatrzeć jak z uporem próbowali okiełznać fale.

Dawid na plaży Ocean Beach.
Na plaży Ocean Beach

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy tego dnia był Golden Gate Park. Park o powierzchni 410 ha jest największym spośród wszystkich parków w San Francisco (których łączna powierzchnia zajmuje aż 18% powierzchni miasta). Pierwotnie teren parku zajmowały wydmy porośnięte miejscowymi trawami. Dopiero w 1870 roku, kiedy zakładano park, cały teren obsadzono tysiącami odmian drzew i innych roślin pochodzących z całego świata. Każdego roku park odwiedza około 13 milionów turystów. Wiele jezior, urokliwe ścieżki i pola piknikowe oraz takie miejsca jak Ogród Szekspira, Muzeum Younga, Akademia Nauki czy Japoński Ogród Herbaty dają możliwość spędzenia w parku wielu godzin, nie odczuwając biegu czasu. My zupełnie straciliśmy rachubę czasu obserwując niesamowite kolibry żyjące pośród drzew 😉

Koliber w parku Golden Gate.
Koliber w parku Golden Gate.

Z Golden Gate Parku ruszyliśmy na północ, w stronę Mostu Golden Gate. Przejście takiego odcinka drogi zajmuję trochę czasu, jednak w większej części jest to spacer po spokojnych osiedlach domków mieszkalnych. Jednym z lepszych miejsc do obserwowania mostu, jeśli nie planuje się spaceru po nim, zdecydowanie jest plaża Baker Beach. Tutaj zatrzymaliśmy się na zachód słońca i na kilka zdjęć, jednak naszym planem było przespacerować się po moście. Niestety trasa od plaży Baker Beach do mostu po zmroku nie jest zbyt przyjemna – zupełnie nieoświetlona i prowadzi wzdłuż dość ruchliwej drogi, na pewnych odcinkach poboczem lub całkowicie ciemnym parkiem.

Most Golden Gate
Most Golden Gate

Kiedy dotarliśmy do mostu Golden Gate wejście na ścieżkę dla pieszych było już zamknięte. Zeszliśmy więc do punktu widokowego, żeby z tego miejsca przez chwilę na spokojnie popatrzeć na wizytówkę San Francisco. Nasze wrażenia? Most Golden Gate jest po prostu imponujący i w ogóle nas nie dziwi, że został uznany za jeden z cudów nowoczesnej inżynierii. Blisko trzykilometrową przeprawę przez rzekę, podwieszoną na dwóch identycznych wieżach zawierających elementy Art Deco, każdego dnia przejeżdża około 110 tysięcy samochodów. Budowa, która kosztowała 27 milionów dolarów, dzięki wprowadzeniu opłaty za przejazd mostem w kierunku południowym, czyli do miasta, do dnia dzisiejszego zwróciła się już trzykrotnie. Charakterystyczny pomarańczowy kolor sprawia, że most jest widoczny nawet przy gęstej mgle. I choć tego dnia nie udało nam się wejść na most, wróciliśmy następnego dnia tylko po to, żeby przejść mostem do pierwszej podpory i zobaczyć San Francisco z trochę innej perspektywy.

Spacer po wzgórzach San Francisco

Bardzo charakterystycznym elementem krajobrazu San Francisco są liczne wzgórza. Od nich właśnie swoje nazwy wzięło wiele dzielnic miasta, np. Russian Hill, Nob Hill czy Telegraph Hill. Choć wspinanie się na kolejne wzgórza momentami bywa dość męczące, to jednak warto wybrać się na spacer tymi dzielnicami.

Samochody zjeżdżające krętą ulicą Lombard Street.
Lombard Street

W Russian Hill i jego okolicach podziwiać można wiele bardzo okazałych budynków mieszkalnych, a ze szczytu wzgórza spojrzeć na niesamowity widok przede wszystkim na zatokę, wyspę Alcatraz oraz mosty Bay Bridge i Golden Gate Bridge. W tej części miasta również znajduje się najbardziej niezwykła ulica w całym San Francisco – Lombard Street. Jednokierunkowy fragment tej ulicy, między Hyde i Leavenworth Street nazywany jest często „najbardziej poskręcaną ulicą na świecie”. Na odcinku długości 400 metrów znajduje się 8 ostrych zakrętów. Wszystko po to, żeby ułatwić mieszkańcom 12 posesji dojazd do ich domów.

Na Russian Hill podziwiać można jedną z największych atrakcji turystycznych w San Francisco, będącej niewątpliwie jedną z ikon miasta. Wzdłuż ulicy Hyde Street poprowadzona jest trasa zabytkowego tramwaju miejskiego – Cable Car, który jest wpisany na listę Narodowych Miejsc Historycznych. Zabytkowym tramwajem przejechać się można na trzech różnych trasach – linią wzdłuż California Street, linią od Market Street wzdłuż Powell i Hyde Street oraz linią od Market Street wzdłuż Powell i Mason Street.

Zabytkowy tramwaj Cable Car w San Francisco.
Zabytkowy tramwaj Cable Car

Niedaleko Russian Hill znajduje się Telegraph Hill wraz ze swoim symbolem – Coit Tower. Ustawiona w najwyższej części Telegraph Hill wieża ufundowana została przez Lillie Hitchcock Coit, która w swoim testamencie przekazała część swojego majątku miastu z zaznaczeniem, by wydać te pieniądze na upiększenie miasta, które zawsze kochała. Choć dojazd do wieży możliwy jest tylko jedną ulicą, a miejsc parkingowych wokół jest zaledwie kilkanaście, nie odstrasza to jednak turystów przed próbą dotarcia na wzgórze samochodem. My wybraliśmy opcję „drepcedes” (dla niewtajemniczonych – na piechotę) i nie da się ukryć, że się dość mocno zasapaliśmy, zanim dotarliśmy do Coit Tower. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło 😉

Zdjęcie wieży Coit Tower - Patrycja i Dawid wraz z Allison i Dannym.
Coit Tower

Dzień był słoneczny i gorący, więc po dotarciu na szczyt Telegraph Hill pierwszym miejscem, do którego się udaliśmy, była fontanna z wodą. Jak można było się spodziewać, przy fontannie spotkaliśmy innych spragnionych turystów. Jednym z nich był Danny. Od słowa do słowa okazało się, że Danny wraz z żoną Allison są także w trakcie realizacji swojej podróży marzeń – zobaczenia wszystkich 50 stanów w USA. Niesamowici ludzie, Myślący Magicznie, opowiedzieli nam o swojej dotychczasowej niezwykłej przygodzie i o nieznanym, które czeka na nich. Jeszcze w tym roku przyjdzie na świat ich córeczka Catkin i choć dzięki temu na chwilę będą musięli przestać podróżować, to później ich doświadczenie podróży będzie jeszcze ciekawsze.

Spacer po Chinatown

Spacerując po wzgórzach San Francisco nie można zapomnieć o odwiedzeniu Chinatown. Najstarsze w Stanach Zjednoczonych jest zarazem najbardziej licznym skupiskiem społeczności chińskiej znajdującym się poza Azją. Co ciekawe, każdego roku Chinatown odwiedza więcej turystów niż Most Golden Gate.

Efektowna Brama Smoka, długie ulice wypełnione niekończącym się rzędem stoisk z wszystkim co chińskie, budynki z tak charakterystycznymi elementami architektury azjatyckiej, na których podwieszone są najróżniejsze reklamy, długi deptak ozdobiony lampionami i flagami – wszystko to tworzy niesamowity klimat Chinatown.

Obchody chińskiego święta - Festiwal Jesiennego Księżyca.
Festiwal Jesiennego Księżyca

Jako idealne odzwierciedlenie kultury chińskiej w Ameryce, nie mogło by zabraknąć tradycyjnego obchodzenia świąt. Mieliśmy szczęście trafiając do Chinatown w weekend, kiedy obchodzony był coroczny festiwal Jesiennego Księżyca. Tłumy turystów i mieszkańców Chinatown zgromadziły się wzdłuż Grant Avenue, gdzie pośród niezliczonej ilości straganów poprowadzony był tradycyjny pochód przedstawiający tańce smoków i lwów.

I kilka innych ciekawych miejsc…

W San Francisco udało nam się zobaczyć jeszcze kilka ciekawych miejsc. Wśród nich zdecydowanie możemy wymienić:

Embarcadero i zabytkowy budynek terminalu portowego, ale przede wszystkim znajdujące się tam molo. Można z niego podziwiać piękny widok na Bay Bridge oraz na skyline (linię wieżowców) San Francisco, który szczególnie efektownie wygląda po zmierzchu.

Nabrzeże portowe w San Francisco oglądane po zmierzchu.
Embarcadero nocą.

Alamo Square i urocze budynki Painted Ladies. Z ponad 48 tysięcy budynków w stylu Wiktoriańskim wybudowanych w całym San Francisco te kilka przy Alamo Square jest tworzy niemal pocztówkowy obrazek z panoramą miasta w tle.

Budynki Painted Ladies w San Francisco.
Painted Ladies

Zdecydowanie warto również zobaczyć najwyższy budynek w mieście – Piramidę Transamerykańską. Dzięki bardzo charakterystycznemu kształtowi nie sposób go pomylić z żadnym innym budynkiem.

Również cały Dystrykt Finansowy, a w szczególności California Street, swoim wyglądem bardzo mocno przypomina Nowojorski Manhattan i jego szklane biurowce.

Pacific Coast Highway

Pacific Coast Highway to jeden z fragmentów Kalifornijskiej Drogi Stanowej nr 1, o której mówi się, że jest jedną z najpiękniejszych dróg w USA. Od Parku Narodowego Olimpic daleko na północy stanu, Stanowa Jedynka przebiega przez most Golden Gate i San Francisco, ciągnąc się dalej wzdłuż wybrzeża aż do Dana Point za Los Angeles. Byliśmy tak blisko i mielibyśmy nie zobaczyć Pacific Coast Highway?! Wynajęliśmy auto na jeden dzień i ruszyliśmy w drogę do Big Sur.

Pacific Coast Highway.
Pacific Coast Highway

Piękne krajobrazy, malownicze plaże i wysokie klify robiły na nas takie wrażenie, że co kilka kilometrów zatrzymywaliśmy się, żeby podziwiać widoki. I choć szczerze możemy przyznać, że w Europie bez trudu moglibyśmy wskazać równie piękne lub nawet bardziej efektowne drogi biegnące nad wzdłuż wybrzeża (Chorwacka D8, którą jechaliśmy w 2014), to jednak Pacific Coast Highway ma swój niepowtarzalny klimat długiej, prostej drogi biegnącej nieprzerwanie przez wiele mil.

Patrycja siedząca przy moście Bixby Creek.
Bixby Creek Bridge

Ten wyjątkowy dzień zakończyliśmy oglądając niesamowity zachód słońca nad Pacyfikiem, siedząc na klifie przy moście Bixby Creek Bridge.

Przydatne informacje:

  • Komunikacja publiczna w San Francisco jest rewelacyjnie zorganizowana. Duża ilość połączeń autobusowych i tramwajowych pozwala bez problemu przemieszczać się z jednego miejsca w inne. Jednorazowy bilet kosztuje 2,25USD i upoważnia do korzystania z komunikacji miejskiej przez 90 minut. Niestety bilet taki nie jest ważny w przypadku zabytkowych tramwajów (Cable Car), w którym jeden przejazd kosztuje 7USD. Chcąc skorzystać z zabytkowej kolejki, a przy okazji dużo podróżując komunikacją miejską, warto kupić Visitor Passport. Jednodniowy kosztuje 17USD, 3-dniowy 26USD, a tygodniowy 35USD.
  • Do Pier 39 można łatwo dotrzeć za pośrednictwem historycznej linii tramwajowej F Market lub autobusami komunikacji miejskiej. Bilet na jeden przejazd kosztuje w zależności od wybranego środka transportu 7 lub 2,25USD.
  • Dla chętnych – w San Francisco również znajdziecie CityPASS. Kosztuje 94USD i oprócz biletów wstępu do wybranych atrakcji turystycznych upoważnia również do nieograniczonego korzystania z komunikacji miejskiej.
  • Chcąc zwiedzić Alcatraz wewnątrz bilet należy kupić z wyprzedzeniem. Bilet wstępu kosztuje 31USD i można go kupić na stronie www.alcatrazcruises.com. Istnieje również opcja dla bardzo zdeterminowanych i zapominalskich – każdego dnia w kasie biletowej dostępna jest pewna ilość biletów przeznaczonych na pierwsze poranne rejsy danego dnia. Żeby jednak dostać taki bilet należy ustawić się w kolejce do kasy około godziny 5:00 (kasa otwierana jest o 8:00) i trzeba pamiętać, że jedna osoba może kupić maksymalnie 4 bilety, przy czym wszystkie 4 osoby muszą być obecne przy kupnie biletów.
  • Wejście na most Golden Gate jest bezpłatne, jednak dostępne jest określonych godzinach. Od marca do października w godzinach od 5:00 do 21:00, a od listopada do marca w godzinach od 5:00 do 18:00.
  • Wejście, a w zasadzie wjazd windą na Coit Tower kosztuje 8USD. Jeszcze jakiś czas temu na widok z wieży można było podziwiać bezpłatnie, jeśli weszło się na górę schodami, jednak od około roku nie ma już takiej możliwości, więc zostaje jedynie winda.
  • Cena wynajmu samochodu zależy od klasy samochodu oraz wypożyczalni. Prócz najbardziej popularnych wyszukiwarek, takich jak np. www.kayak.com, przedstawiających wyniki dla różnych wypożyczalni, warto sprawdzić również bezpośrednio na stronie wypożyczalni – czasem można trafić na ciekawe promocje. Osobiście możemy również polecić serwis turo.com, gdzie prywatne osoby udostępniają swoje samochody, często za dużo bardziej okazyjną cenę niż proponują markowe wypożyczalnie samochodów.

Wideo

Galeria

Menu