Różne oblicza Quebec

Couchsurferzy przy wspólnej kolacji.

Gdybyśmy mieli wybrać pierwszy moment w naszej podróży, kiedy zamiast dokładnie planować „następny dzień” zaczęliśmy poddawać się impulsom, zdecydowanie byłby to Quebec. Dzięki temu poznaliśmy wspaniałych ludzi i przeżyliśmy kilka zupełnie zaskakujących przygód. I choć czasem pojawiały się wątpliwości – „czy aby na pewno to była dobra decyzja?”, ostatecznie każda z nich okazała się niesamowitym doświadczeniem i ani jednej nie żałujemy.

Quebec

Taka ciekawostka na początek: Mieszkańcy prowincji Quebec, a już szczególnie Quebec City, bardzo często nazywają siebie Quebekanami. Dopiero w drugiej kolejności myślą o sobie jako o Kanadyjczykach. Nie jeden z nich potrafi się obrazić, kiedy zadać mu pytanie „Jesteś Kanadyjczykiem?” – „Nie, jestem Québécois!”.

Quebekanie uważają się za oddzielny naród w ramach zjednoczonej Kanady i bardzo cenią sobie swoją odrębność. Wyrażają ją przede wszystkim w pielęgnowaniu tradycji mówienia w języku francuskim oraz licznych nawiązaniach do kultury i historii francuskojęzycznych Kanadyjczyków.

Quebec City

O ile nasz przystanek w Montrealu nie był planowany, o tyle w Quebec City chcieliśmy się zatrzymać. Zaledwie kilka chwil wystarczyło, żeby miasto zauroczyło nas całkowicie. Dlaczego? O ile w Montrealu są miejsca, w których można poczuć się jak w europejskim mieście, o tyle całe Quebec City to fragment Europy przeniesiony do Kanady.

Zabytkowe zabudowania starego miasta w Quebec.
Uliczki starego miasta w Quebec

Znajdujące się na liście światowego dziedzictwa UNESCO zabytkowe centrum miasta podzielone jest na dwie części – Górną (Upper Town) i Dolną (Lower Town). Upper Town w całości otoczone jest murami miejskimi (które są jedynymi murami na kontynencie na północ od Meksyku). Od początku istnienia miasta, ze względu na położenie to właśnie ta część miała dużo większe znaczenie strategiczne, dlatego tutaj znajdowały się główne ośrodki administracyjne i militarne. Oprócz bardzo dobrze zachowanych murów miejskich, można więc tutaj podziwiać fortyfikacje Cytadeli wraz z muzeum stworzonym wewnątrz czy budynek Parlamentu. W Upper Town znajduje się również najbardziej rozpoznawalna budowla Quebec, a przy okazji najczęściej fotografowany hotel na świecie – Château Frontenac. Górujący nad okolicą hotel jest jedną z głównych atrakcji turystycznych miasta.

Patrycja i Dawid przed hotelem Château Frontenac.
Château Frontenac.

Do zwiedzenia najpiękniejszej części miasta nie jest potrzebny samochód. W Upper i Lower Town zaledwie część ulic jest dopuszczona do ruchu samochodowego. To jednak ma niewielkie znaczenie, ponieważ najprzyjemniej zabytkowe centrum Quebec zwiedza się na pieszo. Pochodzące z XVII, XVIII i XIX wieku zabudowania tworzą niesamowity klimat europejskiego miasteczka. Koneserzy historii na pewno dostrzegą tu połączenie i mieszanie się wpływów kultury francuskiej i brytyjskiej.

Widok na wodospad Montmorency.
Wodospad Montmorency

Centrum Quebec to jednak nie jedyne miejsce w mieście godne polecenia. Zdecydowanie warto też wspomnieć o jednym z bardziej znanych wodospadów na wschodnim wybrzeżu Kanady – Wodospadzie Montmorency. Znajdujący się jedynie 12 km od zabytkowego centrum wodospad jest o 30 m wyższy od Niagary. I choć Quebec jest miastem, w którym bez problemu można znaleźć miejsca odpoczynku od tłumów turystów, to wodospad i otaczający go park tworzą wyjątkową atmosferę, której nie sposób opisać słowami.

W Parku Narodowym Jacques-Cartier

Na początku wspomnieliśmy, że w Quebec zaczęliśmy poddawać się impulsom. Niewyczerpanym źródłem takich impulsów dla nas była cała grupa ludzi mieszkających u naszego hosta z Couchsurfingu – Benoit, Mayra, Lena, Jean-François i Anass. Niesamowita mieszanka charakterów i kultur z różnych części świata owocowała wieloma długimi i ciekawymi rozmowami.

Pierwszego wieczoru, kiedy usiedliśmy przy stole w domu Benoit, dostaliśmy od gospodarza mapę miasta z podpowiedzią, co na prawdę warto zobaczyć i zaproszenie na wyjazd następnego dnia do Parku Narodowego niedaleko Quebec. Pierwszy impuls – w ogóle nie trzeba było nas namawiać ;).

Widok na dolinę i rzekę z punktu widokowego w Parku Narodowym Jaques-Cartier.
Widok na dolinę w Parku Narodowym Jaques-Cartier

Park Narodowy Jacques-Cartier zlokalizowany jest niecałe 70 km od Quebec City. Jest to idealne miejsce na piknik czy kemping nad rzeką. Latem można skorzystać z wielu szlaków trekingowych lub popływać kajakiem, a zimą zjeżdżać na nartach na przygotowanych stokach.

Nasz całodzienny wyjazd do Parku zaczęliśmy od pikniku nad rzeką, po którym poszliśmy na  3-godzinną trasę do dwóch punktów widokowych. Jednak ani piknik, ani chodzenie po rzece czy widoki z punktów końcowych naszej trasy nie sprawiły nam takiej radości, jak… łoś ;).

Łoś w Parku Narodowym Jaquec-Cartier.
Łoś w Parku Narodowym Jaquec-Cartier

W końcu, po ponad 2 tygodniach w Kanadzie, udało nam się zobaczyć łosia! Przechadzał się między krzakami zaledwie 20 metrów od ścieżki, po której chodzili turyści, w ogóle nie zwracając na nich uwagi. Po tym spotkaniu Dawid przestał już zadawać ludziom swoje ulubione pytanie – „Widziałeś łosia?”, zamienił je na stwierdzenie „Widzieliśmy łosia!”

Czas zobaczyć wieloryby

Widząc ile radości sprawił nam widok łosia, Benoit zaproponował nam, żebyśmy wybrali się 200 km na północny wschód od Quebec – do Tadoussac. Połączenie dwóch rzek – słodkowodnej Saguenay i słonej Saint Lawrence – obfituje w dużą ilość krylu, dzięki czemu w Tadoussac i okolicach bardzo często zobaczyć można wieloryby.

Drugi impuls – tym razem jeden dzień zastanowienia nim podjęliśmy decyzję, że jedziemy. Zamówiliśmy carpooling i ruszyliśmy na przeciw znacznie większej przygodzie. Zupełnym zbiegiem okoliczności chęć zobaczenia wielorybów umożliwiła nam spełnienie dużo większego marzenia – spotkania rdzennych mieszkańców Kanady w ich wiosce ukrytej w lesie daleko od miast i cywilizacji. Jednak o tym w osobnym wpisie, a dokładniej tutaj 🙂

Zdjęcie z Jeanem i jego żoną, którzy zabrali Patrycję i Dawida "na stopa".
Na Kempingu „Mer et Monde” z Jeanem i jego żoną

W okolice Tadoussac dotarliśmy dzień później niż planowaliśmy. Był też moment, kiedy czarne myśli przyszły do głowy, że w ogóle tam nie dotrzemy z tego „końca świata”, w którym się znaleźliśmy. Udało nam się jednak dzięki dwójce niesamowitych ludzi. Jean i jego żona zabrali nas na stopa, kiedy staliśmy w lesie daleko od cywilizacji, na jedynej drodze w okolicy, jakieś półtora godziny przed zmrokiem. Nie dość, że nas podwieźli, pomogli nam znaleźć i załatwić nocleg na kempingu, to na koniec zostawili nam jeszcze swój śpiwór, żebyśmy nie zmarzli w nocy.

Choć początkowo chcieliśmy wykupić rejs łodzią, żeby z bliska móc oglądać wieloryby, ostatecznie zrezygnowaliśmy. Postanowiliśmy kolejny raz spróbować szczęścia z nadzieją, że wieloryby będą pływać w „zasięgu” naszej lornetki i obiektywu.

Wieloryb przy brzegu rzeki Świętego Wawrzyńca.
Wieloryby w rzece Świętego Wawrzyńca

Następnego dnia wstaliśmy wcześnie rano i usiedliśmy na brzegu rzeki. Co jakiś czas słyszeliśmy charakterystyczny dźwięk wydmuchiwanego przez wieloryby powietrza, ale nic nie widzieliśmy. W końcu się pojawiły, a my niczym zaczarowani wpatrywaliśmy się w wodę. Kilka wielorybów, jeden po drugim, wynurzały się i znów chowały pod wodą. Jedne płynęły w stronę rzeki Saguenay inne w stronę Oceanu, później wracały podpływały jeszcze bliżej brzegu. I moglibyśmy tak spędzić cały dzień, gdyby nie to, że musieliśmy wrócić do Quebec. Wracaliśmy jednak bardziej niż zadowoleni, bo nasza podróż po Kanadzie przyniosła nam dużo więcej niespodzianek, niż się spodziewaliśmy.

Przydatne informacje:

  • W centrum miasta Quebec, pomiędzy górną a dolną częścią starego miasta, jeździ zabytkowy funikular czyli kolejka linowo-terenowa. Jednorazowy bilet na przejazd kosztuje 2,25 CAD (7 PLN).
  • Koszt wynajęcia pokoju na jedną noc w najsłynniejszym hotelu w Kanadzie, Château Frontenac, rozpoczyna się od 449 CAD (1300 PLN) + dodatki, takie jak parking czy posiłki. Cena ta oczywiście nie uwzględnia podatku.
  • Jeśli chcielibyście zobaczyć panoramę miasta Quebec najlepiej wybrać jedną z dwóch opcji: 1. Wybrać się do Édifice Marie-Guyart, mierzącego 132 m najwyższego budynku na wschód od Montrealu. Przygotowano tam dwa tarasy widokowe – wstęp na niższy kosztuje 10,25 CAD (30 PLN), a wstęp na wyższy taras kosztuje 22,95 CAD (67 PLN). 2. Wybrać się do Hotelu Le Concorde, mierzącego 91 m. Znajdująca się na najwyższym piętrze obrotowa restauracja pozwala podziwiać panoramę miasta z niewiele niższego poziomy, jak tarasy widokowe w Édifice Marie-Guyart. Jeśli chodzi o koszt, to zależeć on będzie tylko i wyłącznie od Was – dobre piwo kosztuje około 6-7 CAD (18-20 PLN), a lampka wina to 8-9 CAD (23-26 PLN). Ceny dań możecie sprawdzić w menu restauracji.
  • Mówiąc o jedzeniu – tradycyjnym kanadyjskim daniem/przekąską, pochodzącym z prowincji Quebec, jest poutine. Jest danie składające się z frytek i sera, polanych sosem pieczeniowym, a jego cena zdecydowanie zależy od miejsca, w którym się je zamawia. Nam udało się zjeść Poutine za 4,50 CAD (13 PLN), ale w niektórych restauracjach ceny dochodzą nawet do 20 CAD (60 PLN) za porcję.
  • Wjazd do Parku Narodowego Jacques-Cartier jest płatny. Jednodniowy bilet, który kupuje się przy wjeździe do Parku, kosztuje 8,50 CAD (25 PLN).
  • Tak dla przypomnienia – Łatwym i dość tanim sposobem podróżowania po Kanadzie jest carpooling (czyli wykupienie miejsca w prywatnym samochodzie, który akurat do danego miejsca jedzie – podobnie jak BlaBlaCar) – szukać połączeń warto na stronach: www.kijiji.ca, www.kangaride.com lub www.carpoolworld.com.

Wideo

Galeria

Menu